Platon, Obrona Sokratesa w interpretacji Tadeusza Malaka

Email Drukuj PDF

  14 listopada 2011 r. byliśmy świadkami unikalnej prezentacji artystycznej jednej z najważniejszych mów w historii ludzkości w interpretacji Tadeusza Malaka - jednego z najwybitniejszych przedstawicieli sztuki słowa, aktora legendarnego Teatru Rapsodycznego, w którym grał Karol Wojtyła, późniejszy Jan Paweł II. Komentarz przygotował dr Mateusz Stróżyński.

Platon, Obrona Sokratesa

Komentarz filologiczny

            „Będą o mnie mówili, że jestem mędrcem, chociaż nim nie jestem” – mówi Sokrates w Obronie (38c) zaraz po usłyszeniu wyroku skazującego. Sokrates-mędrzec to chyba najbardziej rozpoznawalna twarz tego, który stał się synonimem filozofii i życia filozoficznego. Starożytność czciła go zgodnie jako człowieka, który w najwyższym stopniu osiągnął mądrość, cnotę i szczęście. Choć szkoły filozoficzne nadawały tym pojęciom różne znaczenia, zgadzały się wszystkie co do tego, że Sokrates był najmądrzejszym, najbardziej moralnym i najszczęśliwszym z ludzi. Chrześcijaństwo również odniosło się z dużą życzliwością do tej postaci, traktując ją jako symbol pogańskiej mądrości i cnoty: niepełnej, ale wartościowej. Niektórzy chrześcijańscy filozofowie być może skrycie myśleli o Sokratesie w sposób, który głośno wyraził Erazm z Rotterdamu w swej modlitwie: Sancte Socrates, ora pro nobis! („Święty Sokratesie, módl się za nami!”)

            Obok tego wizerunku Sokratesa jako doskonałego moralnie człowieka, który, jak sam podkreśla w Obronie, nigdy nikogo z własnej woli nie skrzywdził, czcił bogów i żył zgodnie z tym, co uważał za słuszne i prawdziwe, pojawia się też inny Sokrates: bardziej niepokojący, niejednoznaczny i tajemniczy. To Sokrates Monteskiusza, Kierkegaarda i Nietzschego – indywidualista, który nie mieści się w narzuconych przez społeczeństwo ramach, a przed naszym zaciekawionym wzrokiem kryje się pod płaszczem ironii i zagadki. Niczego nie naucza i niczego właściwie nie wie, ale żyje w sposób intrygujący, pozostawiając innym daremne głowienie się nad tym, na czym właściwie oparty jest jego sposób życia.

Ostatecznie, nie wiemy przecież, kim był Sokrates. Jego współcześni – komediopisarz Arystofanes, historyk Ksenofont i filozof Platon – pozostawili nam trzy zupełnie inne jego portrety; różni filozofowie na przestrzeni wieków czynili z niego symbol wartości i idei przez siebie wyznawanych; naukowe badania też nie dają odpowiedzi jednoznacznych; sam wreszcie Platon w Obronie Sokratesa, jak i w innych dialogach, nawet tych najwcześniejszych, raczej świadomie kreuje obraz swego mistrza niż wiernie go odtwarza. Starożytność podkreślała nie tylko geniusz intelektualny Platona, ale i mistrzostwo jego języka. Diogenes Laertios podaje, że Sokrates miał kiedyś sen: trzymał na kolanach młodego łabędzia, który z pięknym śpiewem wzbił się do lotu. Następnego dnia przedstawiono mu Platona. Tradycja przekazuje też, że ten ostatni pisał za młodu dramaty, ale spalił je po tym, jak został uczniem Sokratesa. Uczeni są zgodni, że we wczesnych dialogach Platon stara się odtworzyć dość wiernie klimat rozmów prowadzonych rzeczywiście przez Sokratesa, podczas gdy w późniejszych jego dziełach Sokrates niepostrzeżenie staje się wyrazicielem poglądów swego ucznia, by wreszcie stracić na znaczeniu w ostatnich dialogach Platona i zupełnie zniknąć z jego ostatniego dzieła: Praw.

Trudno jednak być pewnym, że to akurat wizerunek mistrza nakreślony przez Platona, choćby w jego pierwszym dialogu – Obronie Sokratesa, jest portretem wiernym i realistycznym. Obrona jest przecież dziełem literackim i filozoficznym zarazem, a jej bohater – postacią, w dużej mierze, właśnie literacką – Sokratesem takim, jakim go Platon widział i chciał innym pokazać. Zwodzić nas może pozorna szczerość, z jaką Sokrates wypowiada tutaj swe myśli i uczucia. Bezradni wobec literackiej i filozoficznej ironii możemy zrobić tylko to, co zawsze robili ci, którzy spotykali Sokratesa – jako osobę żyjącą i jako postać symboliczną – możemy szukać w nim naszego własnego Sokratesa.

Platon w Obronie wyraźnie podkreśla radykalną opozycję między Sokratesem a społeczeństwem ateńskim, która w dużej mierze odzwierciedla zapewne jego własną, emocjonalną ocenę tego społeczeństwa, żyjącego w demokratycznych Atenach przełomu piątego i czwartego wieku. Sokrates jawi się tu niemal jako rewolucjonista, burzyciel porządku, którego spotyka odwet ze strony ludzi, którym dobrze czynił, a którzy nie mogli lub bali się go zrozumieć. Zwieść nas może też ironiczny obraz Sokratesa jako bąka, który żądli szlachetnego, ale gnuśnego konia, żeby go obudzić, gdyż jest to obraz lekki i zabawny, a Sokrates uderza przecież w same podstawy społeczeństwa, kultury i powszechnie uznanych prawd. Niszcząca i twórcza natura jego postawy filozoficznej odzwierciedla się po części w reakcji społeczeństwa i kultury: najpierw – mściwa destrukcja, potem – idealizacja.

            To, co mówi Sokrates i to, kim jest, atakuje jednak nie tylko kulturę i społeczność demokratycznych, Peryklejskich Aten, ale – w pewnym stopniu – każdą kulturę i każdą społeczność. Sokrates w Obronie występuje przeciw wszystkiemu, co niemal bezwiednie uznaje się za oczywiste. Spójrzmy choćby na prosty argument Sokratesa, skierowany przeciw zarzutowi o psucie ateńskiej młodzieży. Meletos, oskarżyciel, daje się Sokratesowi ośmieszyć, twierdząc, że ogromna większość obywateli (jeśli nie wszyscy) przyczynia się do moralnego zdrowia młodzieży, podczas gdy jeden Sokrates tę młodzież psuje. Sokrates na to, że przecież we wszystkich dziedzinach życia to raczej nieliczni specjaliści umieją coś naprawiać, a większość – która nie ma tej specjalistycznej wiedzy – psuje. Platoński Meletos jest tutaj rzecznikiem społeczeństwa, kreującego własne, iluzoryczne prawdy, a Sokrates jest bezwzględnym rzecznikiem prawdy obiektywnej.

Sokrates kwestionuje zagwarantowany już przez antyczną demokrację luksus posiadania swoich poglądów i swojego stylu życia, które w dzisiejszej kulturze zachodniej traktowane są jako równie wartościowe. W takim świecie każdy czuje się ekspertem od istnienia bogów, od tego, czym jest życie i śmierć, co jest dobre, a co złe. Zgromadzenia i trybunały ogłaszają, co jest słuszne i sprawiedliwe. Platon pokazuje, jak bezrefleksyjnie i milcząco nieraz zakłada się, że wspólna zgoda co do (tak zwanych) prawd i wartości jest wystarczającym dowodem ich słuszności. Stąd o krok tylko do stania się Meletosem i Anytosem, „dobrymi obywatelami”, którzy nie tylko zgodnie wiedzą, co dobre i złe, ale i przyczyniają się wspólnie do kształtowania młodzieży i dzieci na swój obraz.  

Sokrates stanowczo uderza w taką postawę, mówiąc: „mądre jest bóstwo… a ludzka mądrość ma wartość niewielką lub nie ma jej wcale” (23a). Niszcząca moc myśli ateńskiego filozofa narusza dobre samopoczucie. Sokrates nie jest – we współczesnym sensie – tolerancyjny. Nie zgadza się z poglądami współczesnego mu sofisty (też zresztą skazanego przez Ateńczyków za bezbożność i wygnanego), Protagorasa, który twierdził, że człowiek jest miarą wszystkiego, a o bogach wiedzieć nie można czy są, czy ich nie ma. Sokrates mówi coś przeciwnego – bóstwo istnieje, istnieje też obiektywna prawda i obiektywne dobro, a człowiek nie jest punktem odniesienia, nie jest tym, który z zestawu prawd i wartości wybiera te, które wydają mu się prawdziwe lub mu się podobają. Przy czym, co warto zauważyć, Sokrates wcale nie precyzuje, czym jest bóstwo, prawda i dobro; on – tylko i aż – stwierdza z mocą, że wie, iż istnieje obiektywna rzeczywistość prawdy i dobra, oraz umiera za ten bezlitosny obiektywizm.

Platon być może spalił swoje młodzieńcze dramaty, ale już w pierwszym dialogu kreśli obraz bardzo tragiczny w wymowie. Tragizm ludzkiego losu w Obronie Sokratesa polega m.in. na tym, że Sokrates nie godzi się na to, iż prawdą jest to, co wszyscy uważają za prawdziwe, a dobrem – to, co większości przypada do gustu. Nie godzi się na życie, w którym człowiek sam tworzy prawdy i wartości. Sokrates jest przekonany, że prawda i dobro istnieją niezależnie od człowieka i że jedynie takie życie ma sens, które jest ich dociekaniem i poszukiwaniem. Według niego, nie warto człowiekowi żyć życiem, które nie jest przedmiotem namysłu, życiem bezmyślnym. Z drugiej strony zaś: „ludzka mądrość ma wartość niewielką lub nie ma jej wcale” – i Sokrates musi przyznać, że nie wie dokładnie, czym jest prawda i dobro, bo nie jest bogiem. Życie musi więc być przeżywane w tragicznym poczuciu, że adekwatne i pełne poznanie i posiadanie prawdy i dobra jest niemożliwe. Życie takie nazywa Sokrates służbą bogu, życiem żołnierza, który musi być gotów nie tylko znosić niewygody i cierpienia, ale i umrzeć na posterunku, jeśli będzie trzeba.

Perykles w sławiącej państwo ateńskie mowie, którą przekazał nam Tukidydes w Wojnie peloponeskiej, sławi wartości, których Atenom miała zazdrościć cała Grecja. Była wśród nich przede wszystkim wolność, rozumiana przez Peryklesa jako prawo każdego człowieka do życia tak, jak chce, jeśli tylko nie łamie prawa, w ciepłej atmosferze społecznej tolerancji. Wiele z tego, co mówi Perykles, wydaje się posiadać zdumiewającą aktualność w odniesieniu do naszej kultury. Sokrates jednak, jak się wydaje, nie sławi tak rozumianej wolności, ale – wręcz przeciwnie – służbę żołnierską. Daleki zarówno od zabobonu, jak i ograniczonego „racjonalizmu”, Sokrates przyznaje, że słyszy w głębi duszy boski głos i że bóstwo przemawia do niego także przez sny, wróżby i inne znaki. Wielu interpretatorów chce w Sokratejskim głosie wewnętrznym widzieć poetycką metaforę „sumienia”, w jego współczesnej wykładni: prywatnego systemu wartości, zgodności z samym sobą itd. Tymczasem Sokrates wydaje się nie mieć wątpliwości, że głos bóstwa przychodzi do niego spoza niego, że przekracza jego ludzki horyzont; bóstwo przez znaki nakazuje, przez głos – zakazuje, ale pozostaje ukryte. Wobec nikłości ludzkiej mądrości tragiczna jest pewność Sokratesa, pewność, że większym złem jest skrzywdzić niż zostać skrzywdzonym, że niegodnym człowieka jest troszczyć się o ciało i pieniądze, a nie troszczyć się o rozum, prawdę i moralne zdrowie własnej duszy.

Postać Sokratesa w swojej niszczącej i twórczej sile jest tak zagrażająca, że ten, kto go spotyka, musi go albo zabić, albo uczynić idolem. Podobieństwo obronnych operacji destrukcji i idealizacji dostrzegł Norwid, pisząc w 1856 roku: „Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie,/ Że ci ze złota statuę lud niesie,/ Otruwszy pierwej...” W tym drugim przypadku Sokrates sprowadzony do muzealnego posągu antycznego filozofa, szlachetnego mędrca, a nawet kontestatora-indywidualisty, nie zagraża nikomu osobiście, nie „żądli” ani nie budzi ze snu. Dzięki kunsztowi Platońskich słów Sokrates, nawet jeśli jest to Sokrates Platona, po dziś dzień przemawia jako kłujący i budzący ze snu głos, który uparcie twierdzi, że prawda i dobro nie są czymś, co się wybiera wedle własnych upodobań, ale że to one – w pewnym sensie – wybierają nas i, jak nieubłagany głos delfickiej wyroczni, żądają, byśmy zostali ich sługami i żołnierzami. Odpowiedzi na to wezwanie nie towarzyszy absolutna pewność, która należy do bóstwa; człowiek może liczyć jedynie na tragiczną pewność znikomej, ludzkiej mądrości, rozpiętej między „wiem” a „nie wiem”.

 

 
Ta strona używa cookie. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki

Wydarzenia

  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia

Mecenat





  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

     

Znajdź w archiwum

Złota kolekcja

Aktorzy

  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy