Recenzja z XI Festiwalu Sztuki Słowa Verba Sacra

Email Drukuj PDF


Służba Słowu. XI Festiwal Sztuki Słowa Verba Sacra.


W niedzielę 13.11.2011, w ramach XI Festiwalu Sztuki Słowa, w poznańskiej katedrze można było usłyszeć fragmenty książki „Jezus z Nazaretu” Benedykta XVI w interpretacji Jerzego Zelnika. Prezentację poprzedził komentarz księdza Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, przybliżający zgromadzonym, czym jest Zmartwychwstanie. Treść książki, którą trudno jest zrozumieć ludziom niezwiązanym z teologią, została przekazana przez wybitnego aktora dynamicznie i żywo, a przede wszystkim – prawdziwie. To pierwsze epitety, jakie przychodzą mi na myśl, żeby określić to, co usłyszeliśmy. Wrażenie to potęgowała muzyka sakralna Mozarta. Myślę, że nie będzie zbyt patetycznym stwierdzenie, iż w katedralnych murach, dźwięk organów w wykonaniu Sławomira Kamińskiego i piękny sopran Joanny Kozłowskiej służyły refleksji nad usłyszanym tekstem, a także przybliżały zgromadzonym ludziom przyjęcie prawdy o Słowie Wcielonym i Jego Zmartwychwstaniu.

Dopełnieniem całości był przepiękny gest Aktora, uczyniony na koniec prezentacji. Podczas oklasków, będących oczywiście wyrazem uznania dla znakomitego aktora, Jerzy Zelnik, po swym pierwszym ukłonie, w sposób bardzo pokorny, uniósł karty z przeczytanym wcześniej słowem, pokazując je zgromadzonej publiczności. Ten symbol bardzo mnie wzruszył. Był bowiem uobecnieniem idei aktora, który jest sługą Słowa, idei, jaka przewodziła przed laty w Teatrze Rapsodycznym, którego 70-lecie właśnie obchodzimy. Aktor rozumiany był tam jako pośrednik słowa, przekaziciel myśli, jaka jest w Słowie zawarta. W tym wypadku przekaziciel Słowa Wcielonego, jakim stał się dla nas Jezus Chrystus. Jerzy Zelnik przekazał w ten sposób publiczności, że to, co zrobił – pięknie i dobitnie – zrobił po to, by przekazać nam w całej pełni i prawdzie to, czym jest Zmartwychwstanie.

Kontynuacją przekazywania ważnych idei przez słowo stał się poniedziałkowy wieczór, podczas którego Aula Lubrańskiego UAM stała się świadkiem wielkiej mowy, jaką Platon wkłada w usta Sokratesa tuż po usłyszeniu przez niego wyroku skazującego na śmierć. Mowę tę wygłosił Tadeusz Malak – aktor m.in. wspomnianego wcześniej Teatru Rapsodycznego. „Obronę Sokratesa” Platona poprzedził komentarz filologiczny dr. Mateusza Stróżyńskiego.

Jestem przekonany, że dobrowolnie nikogo na świecie nie skrzywdziłem, ale was o tym nie przekonam; bo myśmy za krótko ze sobą rozmawiali. Sokrates nie przekonał swoich słuchaczy, ale myślę, że Tadeusz Malak – w swej dość pogodnej interpretacji wielkiego mówcy – przekonał nas, współczesnych słuchaczy, do osoby starożytnego filozofa. Niewątpliwie, świadczyły o tym długie brawa końcowe, które były szczerym i autentycznym wyrazem uznania wobec tak wielkiego wykonania. Wydaje mi się, że śmiało można zaryzykować stwierdzenie, iż Tadeusz Malak podczas tego wieczoru stał się obrońcą Sokratesa. (…) żebyście mi darowali sposób mówienia – on tam będzie może gorszy, może lepszy – a na to tylko patrzyli i na to tylko zważali, czy ja słusznie mówię, czy nie; bo to jest zaleta sędziego, a mówcy: mówić prawdę. Prawdę Sokratesa przekazał Tadeusz Malak w całej swojej krasie. Ów sposób mówienia, o którym mówi Sokrates, w wykonaniu Mistrza Słowa był niczym innym, jak tylko przekazem pięknym i przekonującym. Kunszt, z jakim rzeźbił każde wypowiadane słowo, urzeczywistniał rapsodyczną ideę żywego słowa. Tło stanowiła muzyka starożytnej Grecji, pobudzająca do otwarcia się i głębokiego przyjęcia Słowa przez słuchaczy.

Tak mniej więcej, wyobrażam sobie spektakle Teatru Rapsodycznego, w którym dominowało słowo i idea, jaką słowo niesie. Cieszę się, że dzięki organizatorom Verba Sacra, mogłam podwójnie poczuć choć cząstkę tej rapsodycznej wizji Teatru. Następnego wieczoru bowiem, zgromadzeni w Auli Lubrańskiego UAM mieli okazję odbyć dwugodzinną, ujmującą podróż w czasie. Tadeusz Malak zabrał słuchaczy do Teatru Rapsodycznego, w którym pracował w latach 1957-1963.

Podczas pierwszej części spotkania aktor opowiadał o sztuce żywego Słowa, której artystą jest aktor rapsodyczny. Przytaczając różne anegdoty, opowiadał o pracy z Mieczysławem Kotlarczykiem, który wraz z Karolem Wojtyłą był współzałożycielem Teatru. Niejednokrotnie przywoływał także osobę wybitnej aktorki tego Teatru, Danuty Michałowskiej, wspominając ciężką i mozolną pracę nad tekstem wypowiadanym w kierowanym przez nią chórze, który pełnił funkcję narratora oddającego emocjonalne wrażenia.

W drugiej części, Tadeusz Malak zachwycił nas swoją interpretacją współczesnej poezji polskiej. Zaprezentował wiersze poetów, rzadko docenianych przez szeroką publiczność, a także rzadko podejmowanych przez młodych aktorów. Są bowiem oceniane raczej jako trudne w odbiorze i zapewne niełatwe w przekazie. Można było usłyszeć m.in. utwory: „Pan Cogito a perła”, „Modlitwa Pana Cogito – podróżnika” Zbigniewa Herberta, „Przyszli żeby zobaczyć poetę” Tadeusza Różewicza czy „Zaczarowana dorożka” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Jego wrażliwość na słowo wyniesiona z tradycji Teatru Rapsodycznego, pozwalała słuchaczom przyjmować tę trudną poezję w jej pięknie i prawdzie. Teatr Rapsodyczny narodził się z zachwytu nad słowem i jestem pewna, że tego wieczoru, zachwyt ten pozostał w słuchaczach na długo. Dla mnie była to prawdziwa uczta słowa, której łagodności i wyrafinowanego smaku dodawały dźwięki muzyki Dworzaka i Mozarta płynące ze skrzypiec, altówki i wiolonczeli rodzinnego kwartetu smyczkowego Lecha Bałabana.

XI Festiwal Sztuki Słowa Verba Sacra zakończył się w sobotę 18.11.2011 utworem „Żongler Matki Bożej”, który usłyszeliśmy w wykonaniu aktora Adama Woronowicza. Słowa tej starofrancuskiej opowieści o cudach Matki Bożej (z gatunku Miracles de Notre-Dame) rozbrzmiewały i urzeczywistniały się w kaplicy Matki Bożej Różańcowej OO. Jezuitów w Poznaniu. Były one doskonałą pointą, pozostawiającą w nas, słuchaczach, płomień nadziei i radości. Słowa wychodzące z ust Adama Woronowicza, uobecniły bowiem postać Żonglera wśród zgromadzonych. Wrażenie to potęgowała starodawna muzyka – figlarne i krotochwilne dźwięki starodawnych instrumentów, takich jak: piszczałka jednoręczna, tabor, dudy, szałamaja i fidel sprawiły, że chyba każdy z nas miał przed oczami Żonglera tańczącego przed znajdującym się w centrum kaplicy, obrazem Matki Bożej Różańcowej. Stało się tak nie tylko dlatego, że aktor urzeczywistnił zapisane na kartkach wyrazy, wypowiadając je, ale przede wszystkim dlatego, że sam – jako artysta słowa – stał się przykładem wypełniania swojej służby względem Boga i ludzi w sposób, jaki potrafi najlepiej. Usłyszany „Żongler” dał ludziom nadzieję, że służyć Bogu można w różny sposób. Że umiejętność wykorzystywania darów, rozmnażania talentów otrzymanych od Pana Boga, to najpiękniejszy sposób, by złożyć Jemu hołd i dziękczynienie przez swoje własne życie, które nie zawsze musi być ascetyczne i pełne wyrzeczeń. Znakomicie ujęła to autorka przekładu „Żonglera”, prof. Anna Drzewicka: Czyż ten człowiek z dna, ten zabawiacz najgorszej kategorii, nie dochodzi do świętości, i to drogą właśnie praktykowania swojego zawodu? (…) łatwo mu popadać w zwątpienie, czy ten rodzaj służby może zostać zaaprobowany przez ludzi, a co ważniejsze – przez Boga. Bóg jednak patrzy na sprawy inaczej. Końcowa gloryfikacja kładzie pieczęć uwierzytelniającą na żywocie pogardzanego ewangelicznego celnika, który odkrył, co jest najważniejsze: „Nie to, że skakał i tańcował, / Lecz cenił Bóg, iż Go miłował”. „Żongler” przekonał nas, że obowiązkiem człowieka jest rozpoznać własne powołanie, by z sercem realizować to, co potrafimy najlepiej. Było to naprawdę przepiękne zwieńczenie XI Festiwalu Sztuki Słowa Verba Sacra. Afirmowane Słowo, uobecniane wśród słuchaczy przez cały tydzień w duchu prawdy, dobra i piękna, stało się ciałem.

Dagmara Pięta


 
Ta strona używa cookie. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki

Wydarzenia

  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia

Mecenat





  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

     

Znajdź w archiwum

Złota kolekcja

Aktorzy

  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy