Edycja specjalna z okazji Roku Kapłańskiego

Email Drukuj PDF
Spis treści
Edycja specjalna z okazji Roku Kapłańskiego
Strona 2
Wszystkie strony

św. Jan Maria Vianney. O grzechu śmiertelnym.

 W niedzielę 23 maja 2010 roku o godz. 17:00  w Bazylice Archikatedralnej w Poznaniu,   Wiesław Komasa przeczytał "Naukę o grzechu śmiertelnym" św. Jana Maria Vianney'a. 

Poniżej pełny tekst prezentacji wraz z  komentarzem ks. dr Adama Sikory z Wydziału Teologicznego UAM.


 


 

 

 

 

 

św. Jan Maria Vianney, O grzechu śmiertelnym

 

Biada nam, żeśmy zgrzeszyli.

 (Tren 5, 16)

 

Prorok Jeremiasz, przeświadczony o tym, że grzech ludu obciąża także i jego samego, woła z gorzkim płaczem: Przez nasze grzechy straciliśmy to piękne szczęście i radość, jakiej doznawało nasze serce; wesele zamieniło się w smutek, a z naszej głowy spadła korona. Biada nam, żeśmy zgrzeszyli. Wypada się zastanowić nad słowami proroka, który opisuje nam straszne zniszczenie, jakiego dokonuje w duszy grzech. Sam z siebie nie miałbym odwagi, żeby opowiadać wam czy to o złu grzechu, czy o nieszczęśliwych skutkach, jakie grzech ściąga na człowieka. Grzechu nie potrafili przecież wytępić surowymi rozporządzeniami i karami pobożni królowie, nie zniszczyli go też siłą swojej Boskiej wymowy prorocy Starego Testamentu; nie zdołali tego dokonać Apostołowie - choć zagrzewani Bożą miłością i pełni męstwa, którego udzielał im Duch Święty - nie zdusili go wreszcie - przelaniem swojej krwi - także i męczennicy. Nawet sam Jezus Chrystus, choć jest prawdziwym Bogiem, przez Swoją bolesną mękę i okrutną śmierć nie usunął grzechu całkowicie. O, przeklęty grzechu śmiertelny, jak mało cię ludzie znają, a jak często cię popełniają! Powodujesz straszne zniszczenia w naszej świętej wierze, jesteś katem dusz, źródłem potępienia, ohydą w oczach Nieba i spustoszeniem ziemi. Przeklęty grzechu, jesteś przyczyną naszych doczesnych i wiecznych nieszczęść, nieubłaganym katem jesteś samego Jezusa Chrystusa! Mój Boże, gdybyśmy my wiedzieli, czym jest grzech - czy byśmy się go dopuszczali z taką łatwością? Czy moglibyśmy spokojnie sobie żyć po popełnieniu grzechu? Jak bardzo jesteśmy ślepi! Zastanówmy się więc nad złem, jakie tkwi w grzechu, nad nieszczęściami, jakie on powoduje i nad zaślepieniem tych, którzy grzech popełniają.

 

I

Nikt z ludzi nie jest w stanie pojąć, jak wielkie zło tkwi w grzechu śmiertelnym. Gdybym mógł otworzyć bramy piekielne i pokazać wam wszystkie ofiary tego grzechu, gdyby każdy z potępieńców przedstawił wam rozdzierające cierpienia, które musi ponosić przez całą wieczność - to może wówczas mielibyście jakie takie pojęcie o tym, czym jest grzech. Cokolwiek bym wam nie powiedział z ambony o jego złu, zawsze będzie to coś bardzo niejasnego i odległego od samej rzeczywistości grzechu.

Gdybyście mnie spytali, czym jest grzech śmiertelny, to odpowiem ze św. Augustynem: To odwrócenie się od Boga i niemądre oddanie się stworzeniom. W naturze grzechu tkwi to, że nas oddala od Boga, że jest pogardzeniem Nim. Czy możemy wyobrazić sobie większą ohydę i bardziej czarne zło? Czym jest oderwanie się od Boga? To opór przeciw Jego woli. W ten sposób grzesznik jakby mówi do Boga: "Odejdź ode mnie, nie chcę Ci służyć, nie chcę, żebyś był nadal moim Bogiem. Gardzę Tobą i Twoimi dobrami. Ty chcesz tego, a ja nie. Mnie podoba się to, czym Ty się brzydzisz. Każesz mi robić to, czego nie chcę."

Chcecie jeszcze lepiej zrozumieć obrzydliwość grzechu? To słuchajcie, co mówi bezbożnik do swojego Stwórcy. "Każesz mi odmawiać poranne i wieczorne modlitwy, a ja nie będę się modlić. Chcesz, żebym święcił niedzielę, a ja właśnie będę ją znieważać zabronionymi pracami i tarzaniem się w przyjemnościach i w rozpuście. Każesz mi zachowywać czystość ciała i duszy, a ja lubię co innego: więc będę je brudzić myślami, pragnieniami i bezwstydnymi czynami. Każesz mi przebaczyć wrogowi, a ja chcę się zemścić. Każesz mi Cię kochać, a ja Tobą gardzę i oddaję się stworzeniom. Chcesz, żebym korzystał z Bożego słowa, które mi głoszą Twoi słudzy; każesz mi się uciekać do zdrojów łask, żebym mógł pokonać złe skłonności - a ja odrzucam Twoje słowa, śmieję się z kaznodziejów, depczę Twoje łaski!"

I tak właśnie zwracamy się do Boga za każdym razem, kiedy grzeszymy! Nic dziwnego, że prorok Izajasz nazywa grzeszników buntownikami, którzy sprzeciwiają się woli Pana (por. Iz 41, 12).

 

 

Po drugie, odwrócenie się od Boga to przejaw jakiegoś wstrętu i oporu serca przeciw wszystkiemu, co łączy się z wiarą. A więc jest tu pogarda dla pokuty, pogarda dla umartwień, pogarda dla przykazania miłości nieprzyjaciół. Tego wszystkiego grzesznik boi się bardziej niż choroby. Ciągle mu się wydaje, że Stwórca za dużo od nas wymaga, że wierne służenie Bogu jest niemożliwością, że lepiej pójść na potępienie, niż zwalczać swoje namiętności i unikać zła. Cóż to za straszna ślepota, kiedy marne stworzenie podnosi bunt przeciw swojemu Stwórcy - przeciw Temu, który w jednej chwili mógłby je unicestwić jednym aktem Swojej woli.

Po trzecie, grzesznik wyżej ceni stworzenie, niż nieskończony majestat Boga. Mówi św. Augustyn: Kiedy zaspokajamy swoje namiętności, oddajemy cześć cudzym bogom. Jak bardzo niesprawiedliwie postępuje grzesznik, kiedy Boga stawia poniżej swoich namiętności! Ten sam Doktor Kościoła powiada, że rozpustnik włos nierządnej istoty, lubieżne spojrzenia i rozwiązłość, ceni bardziej niż Stwórcę. Człowiek nieczysty żyje tylko ciałem i brudami. - A człowiek gwałtowny? To istota, z której oczu i nozdrzy buchają płomienie. A zazdrosny? To ktoś, kto innym robi na złość i gryzie się ich powodzeniem. A ambitny? To ktoś nadęty, podobny do kłębu dymu. Gdzie zatem grzesznik kładzie swojego Boga? Czy Go ma przed oczyma, czy ma Go w sercu? Nie! Nieszczęsny grzeszniku, ty Boga rzucasz na pastwę swoim uniesieniom, swojej brudnej chciwości, swojej szalonej wściekłości, swojej nadętej pysze. Ach, ty, gdybyś mógł, to byś Go zanurzył w szambie obrzydliwych, ohydnych nieczystości! O, Boże - czy można dobrze znać grzech i mimo to dalej go popełniać?!

Mówi Pismo Święte, że Niebiosa i ziemia nie mogą objąć majestatu Boga. Tron Jego w słońcu i wśród gwiazd niezliczonych (por. Jer 23, 24; Ps 18, 6). Nigdzie jednak nie znajduję tekstu, w którym bym czytał, że Bóg po trzykroć Święty, że Pan niezliczonych zastępów, ma być pokryty brudami i czarny od dymu ludzkich namiętności. Jaka to straszna rzecz, że człowiek grzesząc ośmiela się niejako ściągnąć Boga z Jego tronu i rzucić Go pod nogi swoich namiętności! Za krótka jesteś wieczności, żeby ci nieszczęśliwi zuchwalcy ponieśli za to stosowną karę! Św. Paweł Apostoł mówi wyraźnie, że ciało ludzkie jest mieszkaniem Boga, a lubieżnik oddaje je zepsutemu stworzeniu, podłej nierządnicy (por. 1 Kor 6, 15). Co byście pomyśleli, drodzy bracia, o człowieku, który w szale wściekłości chwyciłby krew nieczystego zwierzęcia i wlewał ją do kielicha, w którym po Konsekracji znajduje się Przenajświętsza Krew Jezusa Chrystusa? Już na samo wspomnienie o tym, ogarnia was przerażenie, a przecież grzesznik idzie dalej, bo czarta stawia wyżej niż Syna Bożego, a od dobrych natchnień i poruszeń łaski Bożej woli podszepty szatana.

Po czwarte, grzech śmiertelny czyni nas ślepymi i to do tego stopnia, że nie rozeznajemy zła, którego się dopuszczamy. Kiedy przychodzi pokusa, poddajemy się jej i okazujemy pogardę Bożym łaskom. Powoli nasze serce zatwardza się i ile kroków robimy, tyle samo niemal razy upadamy. Za karę Bóg coraz bardziej się od nas odsuwa i stajemy się łupem namiętności. Życie grzesznika to splot zbrodni i łańcuch zła. Serce takiego człowieka przypomina wzburzone morze, na którym jedna fala wywołuje drugą. Pierwszy grzech pociąga za sobą drugi, potem następuje zatwardziałość, a po śmierci - nieszczęśliwa wieczność.

Przykładem tego może być Amazjasz, nieszczęśliwy król judzki. Miał wiele pięknych, wrodzonych zalet i wydawało się, że będzie dobrym władcą. Kiedy wstąpił na tron, miał dwadzieścia pięć lat. Ale z czasem opanowała go pycha. Wymordował zabójców swego ojca Joasa, po czym zebrał trzysta tysięcy wojska i zaciągnął jeszcze sto tysięcy ludzi z królestwa izraelskiego, którym zapłacił sto talentów srebra. Wtedy przychodzi do niego mąż Boży i każe mu rozpuścić najemników. Amazjaszowi szkoda było pieniędzy, które zapłacił. Ale kiedy Prorok powiedział mu, że Bóg jest bogatym Panem i może mu zwrócić jeszcze więcej, rozpuścił najemników i wyruszył przeciwko Idumejczykom z własnym wojskiem, pokonując ich. Po zwycięstwie jednak zaczął oddawać cześć Boską bałwanom pokonanego narodu. Bóg przez Swojego Proroka upominał Amazjasza. Ale dumny zwycięzca gardził tymi upomnieniami, a Prorokowi groził śmiercią. Odszedł więc Boży posłaniec, przepowiadając nieposłusznemu królowi karę. A duma zaślepiała Amazjasza coraz bardziej. Wydaje wojnę więc Joasowi, królowi izraelskiemu, przy czym staje się głuchy na wszelkie przestrogi. Wdaje się w walkę, ponosi klęskę i dostaje się do niewoli. Joas wkracza do Jerozolimy i wywozi stąd bogate skarby. Po śmierci króla izraelskiego Amazjasz żył jeszcze piętnaście lat i zginął w czasie powstania, jakie wybuchło przeciwko niemu w Jerozolimie (por. 2 Krn 25). I to jest właśnie, moi bracia, obraz zatwardziałego grzesznika - człowieka, który popełnia jeden grzech za drugim i dopiero w godzinie śmierci otwiera oczy i dostrzega swój straszny stan.

 

Po piąte, Pan Bóg opuszcza zatwardziałego grzesznika i wydaje go na łup namiętności. Nic go już nie wzrusza - on wszystkim gardzi. Wie, że kiedy umrze w tym stanie, czeka go wieczne potępienie. Nie dba o to, kpi sobie ze zbawiennych upomnień. O kazaniach i o księżach wyraża się złośliwie. Mówi, że księża są od tego, żeby upominali, że to ich zawód, że opowiadają kłamstwa. Występuje przeciwko Bogu i wierze, przeciwko duchowieństwu, zuchwale przekracza przykazania Boże, zagłusza swoje sumienie, do końca tarza się w występkach i budzi się dopiero w godzinie śmierci, kiedy nie ma już dla niego ratunku, kiedy wyrwanie się z rąk piekła jest już nieprawdopodobne.

W Piśmie Świętym znajdujemy na to dobry przykład. Król syryjski oblegał miasto Dothan i urządził tam zasadzkę. Wówczas prorok Elizeusz błagał Boga, żeby dotknął tych ludzi ślepotą. I rzeczywiście tak się stało. Elizeusz prowadził ich za sobą, mówiąc im, że się pomylili, że mieli oblegać inne miasto. W ten sposób zaprowadził ich aż do Samarii i tu na prośbę Proroka Bóg otworzył ich oczy i poznali, że są w rękach nieprzyjaciół (por. 2 Krl 6).

Oto ponury obraz tego, co zazwyczaj dzieje się z zatwardziałym grzesznikiem w chwili śmierci. Kapłan go pociesza, wskazuje na ogrom Bożego miłosierdzia. Umierający uspokaja się więc, nie jedna się należycie z Bogiem. Sakramenty Święte przyjęte niegodnie, zaślepiają go jeszcze bardziej. Zaślepienie to trwa aż do końca, po czym nadchodzi śmierć i wieczne potępienie grzesznika. Jakże godny politowania jest stan tych nieszczęśliwych dusz! Jak gorąco, ze łzami, powinniśmy się modlić o ich nawrócenie!

 

 

II.

Zobaczmy teraz, jakie nieszczęścia doczesne powoduje grzech. Najpierw, jest on źródłem wszelkich Bożych kar. Ubóstwo, choroby, smutki i wszelkie inne bolesne ciosy, a przede wszystkim śmierć, tu mają swoje źródło. Duch Święty mówi w kilku miejscach do Żydów, że jeżeli zachowają Jego przykazania, On da im błogosławieństwo, role ich w obfitości wydadzą zboże, a drzewa owoce. Jeśli natomiast przeciwnie, opuszczą Stwórcę, spuści na nich różne klęski i nieszczęścia (por. Pwt 7). I rzeczywiście, wszystkie chłosty, tak duchowe jak cielesne, biorą początek w grzechu. Dlaczego Aniołowie spadli z nieba do piekła? Dlaczego Adam został wygnany z raju? Dlaczego na pierwszych rodziców i ich potomków spadło tyle nieszczęść? Powodem tego jest grzech (por. Rdz 3). Czy to nie zbrodnie ludzi sprowadziły na ziemię potop (por. Rdz 6, 13)? A co sprowadziło na Sodomę, Gomorę i inne miasta ogień z nieba (por. Rdz 19), jeżeli nie grzech? O przeklęty grzechu, kto cię dobrze poznał, ten nigdy nie odważy się ciebie popełnić! Prorok Natan mówi do Dawida: Nie odejdzie miecz z domu twego aż na wieki, dlatego żeś mną wzgardził (2 Sm 12, 10). Mędrzec Pański powiada: Ubóstwo od Pana w domu niezbożnego, lecz mieszkania sprawiedliwych będą błogosławione (Prz 3, 33). Unikajmy, bracia, grzechu, bo on przyczynia nam nieszczęść doczesnych.

Po drugie, grzech skraca życie człowieka, jak mówi Duch Święty. Bóg znosi grzesznika nieraz bardzo długo. Kiedy jednak widzi, że ten nie poprawia się, zabiera go z tego świata, wycina go spośród żyjących, jak nieurodzajne drzewo. Kiedy król Ezechiasz zachorował, Pan posłał do niego Proroka z rozkazem, żeby uporządkował swoje sprawy, bo niedługo umrze. Słysząc to, Ezechiasz odwrócił się do ściany i zaczął gorzko opłakiwać swoje grzechy. Pan, poruszony miłosierdziem, przedłuża mu życie o piętnaście lat (por. Iz 38). Król Sedecjasz przeciwnie, za swoje nie odpokutowane zbrodnie, wraz z dziećmi dostał się do niewoli, gdzie wyłupiono mu oczy i tak nędznie zakończył życie. Bezbożny Antioch przyznaje, że to jego zbrodnie ściągnęły na niego przedwczesną śmierć, bo złupił święte miasto i znieważył świątynię prawdziwego Boga. Robaki stoczyły żywcem jego ciało (por. 2 Mch 9). Cesarz Anastazy widział w nocy w swoim pokoju groźną postać z księgą w ręce. Postać ta z powodu jego grzechów wykreśliła mu z księgi jego życia czterdzieści lat. Takie myśli są dla człowieka, który pragnie długiego życia, przerażające.

Straszne skutki i szkody ponosi też człowiek z powodu grzechu na duszy. Jak ciało bez ducha jest trupem, tak dusza człowieka, pozbawiona łaski Bożej, jest martwa i napełnia wstrętem Boga i aniołów. W tym stanie nie może ona zrobić nic, co by zasługiwało na życie wieczne. Św. Katarzyna Sieneńska, kiedy pewnego razu miała wizję duszy będącej w łasce Bożej, w zachwycie wołała: "Panie, gdyby mi wiara nie mówiła, że jest tylko jeden Bóg, sądziłabym, że ta dusza jest Bóstwem. Rozumiem, Boże, że za tak piękną duszę mogłeś umierać!" Kiedy jednak człowiek popełni grzech ciężki, ta cudowna piękność znika; dusza, podobna przedtem do Aniołów, teraz staje się brzydka jak czart albo ścierwo leżące osiem dni w słonecznym upale. Po grzechu człowiek traci wszystkie zasługi zebrane na żywot wieczny, choćby był w nie tak bogaty, jak wszyscy Aniołowie i Święci razem. Po upadku pozostaje mu tylko piekło. O przeklęty grzechu, jakie ty straszne zniszczenia powodujesz w duszy! Niestety - ilu tu obecnych jest w takim opłakanym stanie! Niechby się ludzie tak bali śmierci duchowej, jak się boją śmierci ciała!

 

Idę dalej i twierdzę, że grzech śmiertelny pozbawia nas spokoju duszy. Myśl bezpieczna jak ustawiczne gody, mówi Mędrzec Pański (Prz 15, 15). Święty Paweł mówi, że pokój duszy przewyższa wszelkie radości zmysłowe: A pokój Boży, który przewyższa wszelki zmysł, niech strzeże serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie (Flp 4, 7). A o grzeszniku przeciwnie mówi prorok Izajasz: że serce jego cierpi nieopisane boleści (por. Iz 13,8). W liście do Rzymian św. Paweł pisze, że grzeszników przez całe życie trapić będą udręki: Utrapienie i ucisk na wszelką duszę człowieka, który złość popełnia (Rz 2, 9). Dlaczego, przyjacielu, trwasz w grzechu, skoro to on powoduje, że jesteś tak nieszczęśliwy?

Następnie grzech śmiertelny oddaje naszą duszę w niewolę szatana. Człowiek w stanie łaski uświęcającej jest naprawdę dzieckiem Bożym; po upadku grzechowym staje się dzieckiem i niewolnikiem złego ducha. Św. Jan twierdzi, że kto popełnia grzech, ten jest duchem piekielnym, który zgrzeszył od początku: Kto czyni grzech, z diabła jest, gdyż od początku diabeł grzeszy (J 3, 3). Gdybyśmy umarli w stanie grzechu ciężkiego, to szatan na wieki posiądzie naszą duszę. Biedna duszo, sprzedadzą cię ludzie za bezcen - pijak za kieliszek trunku, skąpiec za garść siana, żarłok za suty półmisek, lubieżnik za ohydną rozkosz. Jak nisko cię cenią, jak strasznie cię lekceważą!

Dalej. Grzech śmiertelny czyni nas nieprzyjaciółmi Boga i zamyka nam bramę do nieba. Dusza w stanie łaski jest przyjaciółką Boga i ma prawo do niebieskiej ojczyzny. Mój Boże, jakie to straszne nieszczęście żyć w nieprzyjaźni z Tobą, który jesteś samym Dobrem, samą Miłością i Szczęściem wybranych! Gdybyśmy wiedzieli, co to znaczy utracić Boga, za żadną cenę nie odważylibyśmy się popełnić grzechu. Trzej Młodzieńcy woleli z tego powodu dostać się do rozpalonego pieca (por. Dn 3). Męczennicy znosili najstraszniejsze katusze, a nie zaparli się swojego Zbawiciela. Jednym kładziono na głowę rozpalone węgle, jak św. Klemensowi, biskupowi Ancyry, św. Sabinianowi i św. Krzysztofowi. Innym wyrywano zęby albo wybijano je kamieniami, jak św. Apolonii i św. Januaremu. Z innych zdzierano żywcem skórę, jak to czytamy o św. Bartłomieju i św. Reginie. Św. Wenanty pozwolił sobie wyrwać wnętrzności i cierpiał spokojnie, kiedy palono go pochodniami, bo nie chciał przez grzech stracić łaski Bożej. Męczennicy ponieśli najstraszniejsze katusze, bo nie chcieli zaprzeć się swojego Boga i Zbawiciela. Biada nam, że wyrzekamy się wspaniałego nieba, a zasługujemy sobie na piekło tylko dlatego, że chcemy zaspokoić jakieś grzeszne skłonności. Kto zrozumie ogrom tego nieszczęścia? Co byście pomyśleli o człowieku, który by zwrócił się do Boga w ten sposób: "Nie chcę nieba, wybieram sobie na dziedzictwo piekło; wyrzekam się towarzystwa Aniołów i Świętych, wolę iść w wieczny ogień, niż odmówić sobie tych przyjemności, niż wyrzec się moich chęci, niż przebaczyć nieprzyjacielowi czy oddać cudzą rzecz"? Powiecie może: My tak nie mówimy! - Ale wasze grzechy jakby przemawiały w ten sposób! Kto pojmie zaślepienie bezbożnego człowieka, który zwierzęcą rozkosz stawia wyżej niż radość wieczną, jakiś drobiazg - wyżej niż Królestwo niebieskie, obżarstwo - wyżej niż ucztę Błogosławionych w Mieście Bożym!

Grzech wreszcie jest największym nieszczęściem, jakie może nas spotkać na świecie. Św. Teresa widziała duszę w stanie grzechu ciężkiego i widok ten tak ją przeraził, że wolałaby ponieść męki piekielne, niż popełnić choćby jeden grzech.

Św. Tomasz dziwi się, jak człowiek, który popełnił choćby jeden tylko grzech w życiu, może się śmiać. Św. Katarzyna ze Sieny mówi, że wszechmocny Bóg nie mógłby wyrządzić człowiekowi takiej szkody, jaką on sam sobie wyrządza, kiedy dopuszcza się grzechu.

Św. Katarzyna Genueńska wołała, że odkąd poznała zło grzechu, nie dziwi się karom piekielnym, bo są one prawie niczym w porównaniu do zła grzechu. Św. Magdalena de Pazzi nie mogła pojąć, jak Jezus Chrystus mógł umrzeć za stworzenia tak przewrotne, jak grzesznicy.

 

Święci tylko grzechu bali się na tym świecie. Także i my, gdybyśmy przy pomocy światła Bożego lepiej poznali ohydę grzechu, wolelibyśmy tysiąc razy umrzeć, niż dopuścić się jednego takiego występku. Przypomnijcie sobie, co musiał wycierpieć Chrystus za grzechy ludzi! Oto Zbawiciel umiera na krzyżu - Jego ciało poszarpane w kawałki przy biczowaniu, twarz opluta przez bezbożników, głowa poprzeszywana cierniem - najpiękniejszy z synów ludzkich wygląda jak nędzny robak! W chwili Jego śmierci cały świat znalazł się w zamęcie: słońce pokrywa się ciemnościami, ziemia drży w posadach, skały pękają, groby się otwierają i wychodzą z nich umarli. Spytajcie samego Chrystusa, dlaczego ponosi tak haniebną i okrutną śmierć, a odpowie wam: "Synu, to z powodu grzechu ... Choćby wszystkie stworzenia rozumne na ziemi i w niebie poniosły najstraszniejsze męki, nie zdołałyby mimo to zgładzić nawet jednego grzechu powszedniego. Dlatego cierpię, żeby zadośćuczynić Bożej sprawiedliwości. Gdyby przynajmniej ludzie przestali Mnie za to na nowo obrażać." - Jaki niewdzięczny jest człowiek, kiedy nie chce pamiętać o miłości, jaką żywi do niego Zbawiciel! Wieczności, ty się nigdy nie skończysz i pomścisz zniewagę, jaką grzech wyrządził tak dobremu, tak cierpliwemu i miłosiernemu Bogu.

Jak długo jeszcze będziemy trwali w tym zaślepieniu, jak długo wciąż od nowa będziemy krzyżować ukochanego Zbawiciela! Nie czekajmy, bracia, na śmierć, bo wtedy nic już nie pomogą nasze wysiłki, nasze łzy i żal. Zawczasu otwórzmy oczy, uznajmy swoje błędy, pokutujmy i stosujmy środki, które Bóg ustanowił dla naszego zbawienia. Lepiej nam stracić wszystko, niż na nowo dopuścić się grzechu. Idźmy do stóp krzyża, niech nasze łzy łączą się z Przenajdroższą Krwią Jezusa Chrystusa, która płynie z Jego ran. Posłuchajmy przez chwilę i popatrzmy oczyma wiary, jak jęczą i narzekają potępieni - ci, dla których nie ma już miłosierdzia! Nas kochany Zbawiciel nie odrzuca jeszcze od Swojego oblicza; wręcz przeciwnie - wyciąga do nas Swoje ramiona i mówi nam, że nas kocha. Nie zapominajmy nigdy, czym jest grzech, jakie nieszczęścia przygotowuje dla nas w przyszłym życiu, jakich dóbr na wieki nas pozbawia! Wszyscy pragniemy nieba; wiedzmy jednak, że nic skalanego nie wejdzie do tych rozkosznych przybytków. Wszystko zachęca nas i wzywa do porzucenia grzechów. Syn Boży z krzyża zaklina nas, żebyśmy nie deptali Jego Przenajświętszej Krwi. Aniołowie i Święci z niebieskich wysokości przypominają nam, jak wielką chwałę przygotowuje dla nas Bóg, jak wielka chwała nas czeka, jeśli tylko będziemy unikać zła. Także odrzuceni wołają do nas, żebyśmy nie szli w ich ślady i nie wpadli w ręce zagniewanego Boga. Bracia, może za chwilę nie będzie nas już na ziemi i znajdziemy się w liczbie świętych albo potępionych. Miejmy się na baczności, bo nie znamy dnia ani godziny! Tysiąckrotnie szczęśliwy jest ten, kto w każdej chwili gotowy jest stanąć przed Bogiem. Amen.

 

Komentarz teologiczny

 

Misterium grzechu

 

„Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam”(1J 1,8). W tym jednym zdaniu umiłowanego ucznia Chrystusa jest właściwie streszczenie całej tajemnicy grzechu. Przede wszystkim jest tutaj uznanie powszechności grzechu. Grzech na mocy dziedziczenia skażonej grzechem pierworodnym natury ludzkiej dotyka każdego człowieka. Dotyka go w znaczeniu tkwiącej w człowieku skłonności, czy przynajmniej możliwości grzechu. To jest to – jak mówi Jan Paweł II w adhortacji Reconciliatio et paenitentiamisterium inquitatis, czyli tajemnica nieprawości. To ona prowadzi do grzechu osobistego, popełnianego przez człowieka.

Tę niezwykłą i trudną tajemnicę ludzkiej historii ujmowano na bardzo wiele sposobów. Nawet gdyby prześledzić biblijną naukę o grzechu, to spotkamy tam ujęcia bardzo różne: od pojmowania grzechu w duchu bezdusznego legalizmu, po wewnętrzny dramat grzesznika zmagającego się z własną słabością, czasem większą niż wpisane w jego serce pragnienie dobra. Zawsze są jednak wspólne wątki – grzech zawsze narusza relację człowieka z Bogiem, grzech dotyka i niszczy człowieka w jego wnętrzu i w relacjach z bliźnim, a przede wszystkim grzech może zostać pokonany dzięki zbawczej interwencji Boga. Podobne wątki spotykamy we współczesnym nauczaniu Kościoła. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi: „Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu 311 niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność”(KKK 1849). „Grzech jest więc miłością siebie, posuniętą aż do pogardy BogaŚw. Augustyn, De civitate Dei, 14, 28.. Wskutek tego pysznego wywyższania siebie grzech jest całkowitym przeciwieństwem posłuszeństwa 615 Jezusa, który dokonał zbawienia”(KKK 1850).

Od samego początku istnienia Kościoła, grzech stał się przedmiotem refleksji teologicznej. Z różnych racji podejmowano próby usystematyzowania tego zjawiska i pojęcia. Jednym z podstawowych sposobów uporządkowania pojęcia grzechu jest rozróżnienie między grzechem śmiertelnym i powszednim. Podział ten znajduje swoje uzasadnienie w Piśmie św. Jan Apostoł naucza, że są grzechy, które sprowadzają śmierć i są grzechy, które śmierci nie sprowadzają (por. 1J 516-17). Oczywiste jest, że chodzi w tym miejscu o śmierć duchową, o zerwanie komunii z Bogiem.    

Grzech śmiertelny, zgodnie z nauką Katechizmu, „niszczy miłość w sercu człowieka wskutek poważnego 1395 wykroczenia przeciw prawu Bożemu; podsuwając człowiekowi dobra niższe, odwraca go od Boga, który jest jego celem ostatecznym i szczęściem”(KKK 1855). Jan Paweł II, nawiązując do klasycznej doktryny św. Tomasza i Soboru Trydenckiego, stwierdza: „że grzechem śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i który nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą”(ReP 17). Mamy więc do czynienia z dwoma warunkami dotyczącymi samego grzesznika – jego świadomość i wolność, oraz z jednym dotyczącym samego czynu, a dokładnie jego materii. „Materia poważna” oznacza znaczące dobro naruszone przez grzesznika, czy w ujęciu negatywnym, wielkie zło przez niego uczynione. Katechizm zauważa, że wielkość zła nie zawsze jest wielkością samą w sobie. Jako przykład podaje przemoc, która w stosunku do najbliższych jest większym złem niż w stosunku do obcych. Jest tak, gdyż porządek miłości nakazuje nam w szczególny sposób troszczyć się o tych, którzy są nam powierzeni, np. z racji osobistego powołania. Miarą ciężkości materii może być także wielkość krzywdy wyrządzonej drugiemu. Z pewnością przywłaszczenie sobie jakiejś rzeczy będącej własnością biedaka jest większą krzywdą niż przywłaszczenie sobie rzeczy będącej własnością człowieka bogatego, chociaż – oczywiście – i jedno i drugie jest grzechem.

Świadomość grzechu oznacza wiedzę co do samego faktu popełnienia czynu, jak i co do grzesznego charakteru tego czynu. To samo dotyczy wolności. Dobrowolna zgoda sprawia, ze grzeszny czyn jest przedmiotem osobistego wyboru.

 Grzech śmiertelny, jako ten który niszczy miłość między człowiekiem a Bogiem wymaga pełnej miłosiernej miłości interwencji Boga samego, która w życiu Kościoła przybiera kształt sakramentu pojednania. Inaczej mówiąc zwyczajnym sposobem odpuszczenia grzechu śmiertelnego jest sakramentalna spowiedź.

 Grzech powszedni pozwala trwać miłości, chociaż ją obraża i rani”(KKK 1855). Jest on „popełniony wtedy, gdy w materii lekkiej nie przestrzega się normy prawa moralnego lub gdy nie przestrzega się prawa moralnego w materii ciężkiej, lecz bez pełnego poznania czy całkowitej zgody”(KKK 1862). Można więc powiedzieć, że jeżeli zabraknie któregoś z warunków grzechu śmiertelnego, to mamy do czynienia z grzechem powszednim. Należy jednocześnie zauważyć, że brak pełnego poznania nie może być wynikiem zaniedbania ze strony człowieka, ale musi to być tzw. „niewiedza niezawiniona”. Chodzi o sytuację, w której grzesznik nie miał możliwości poznania prawdy o spełnianym czynie.

Mimo, że grzech powszedni nie niszczy komunii z Bogiem, to nie może być jednak lekceważony. Zwraca na to uwagę Katechizm, podkreślając, że „grzech 1472 powszedni świadomy i pozostawiony bez skruchy usposabia nas stopniowo do popełnienia grzechu śmiertelnego”(KKK 1863). Lekceważenie każdego grzechu prowadzi do utraty wrażliwości sumienia i do jego usypiania. Dlatego też mistrzowie życia duchowego zalecają, aby i ten grzech był przedmiotem sakramentalnej spowiedzi, chociaż może być zgładzony przez inne akty pokutne spełniane przez człowieka.

Chrześcijańska doktryna o grzechu nie jest fatalizmem. Grzech nie jest czymś niepokonalnym. W Chrystusie Bóg dokonał dzieła odkupienia człowieka i zwyciężył grzech. Dlatego każdy, a zwłaszcza zmagający się z własną słabością i grzesznością człowieka może i powinien pamiętać o miłosiernej miłości jaką Boga, On „nie zatrzymuje się przed naszym grzechem, nie cofa się przed naszymi przewinieniami, ale staje się jeszcze bardziej troskliwa i wielkoduszna; gdy zdamy sobie sprawy, że była to miłość aż do męki i śmierci Słowa, które stało się ciałem i zgodziło się odkupić nas za cenę własnej Krwi, wówczas wykrzykniemy z wdzięcznością: «Tak, Pan jest bogaty w miłosierdzie» i wreszcie powiemy: «Pan jest miłosierdziem»”(ReP 22).

 

 

Ks. dr  Adam Sikora

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 
Ta strona używa cookie. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki

Wydarzenia

  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia

Mecenat