Janicius - fotorelacja Macieja Męczyńskiego

Email Drukuj PDF

alt

alt

Poniżej komentarz prof. dr hab. Ignacego Lewandowskiego, wygłoszony na prezentacji Verba Sacra, poświęconej Klemensowi Janickiemu z udziałem Henryka Talara i muzyków - Henryka Kasperczaka /lutnia renesansowa, teorba/ i Łukasza Nazarczuka /skrzypce barokowe/. Sala im. Lubrańskiego Collegium Minus UAM 18 listopada 2016 r.



Poeta laureatus

Klemens Janicki w pięćsetną rocznicę urodzin (1516-1543)

Pierwszy w Polsce poeta chłopskiego pochodzenia, uhonorowany najwyższym tytułem literackim (poeta laureatus) oraz godnością doktora nauk humanistycznych i filozofii, bezwzględnie oddany swemu powołaniu, poza którym nie widział dla siebie żadnej innej drogi, nie może pozostać w zapomnieniu! Nawet gdyby sam o to nie zabiegał, jego natchnione i kunsztowne wiersze mocą swojego piękna i żaru uniknęłyby strącenia w nicość. O tym byli przekonani już współcześni wydawcy i przyjaciele Janickiego. To głosiła przez wieki potomność. Dzięki bogactwu niebanalnej treści, mistrzowskiej i ujmującej formie jego poezja przetrwała w całości aż do naszych czasów. Dzisiaj możemy po nią sięgać w każdej chwili, kiedy tylko zapragniemy, i czytać już to w oryginalnym języku, już to w przekładzie, i rozkoszować się tym, co jest w niej piękne i mądre, wrażliwe i głęboko ludzkie, prorocze, słowem – wiecznie aktualne. W jego poezji nie brakuje również i tego, co dotyczy przemijalnych dziejów, pomników życia i kultury renesansowej Polski i Europy, co jest indywidualnym przekazem zarówno ojczystej historii, jak i wiedzy oraz osiągnięć innych epok, od antyku poczynając.

Wieszcz spod Żnina bliski jest dzisiejszemu czytelnikowi przez swój „człowieczy los”, który spod strzechy tragicznej chłopskiej rodziny wiódł go drogami wytężonej nauki i appollińskimi szlakami poezji do najwyższych zaszczytów i... przedwczesnej śmierci. Bliski jest swoją postawą humanisty w najwłaściwszym tego słowa znaczeniu, humanisty głęboko przesiąkniętego ideałami łączącymi w sobie harmonijnie chrześcijańską religię i grecko-rzymską filozofię, włoski renesans i wieśniaczo-sarmacki obyczaj. Swoją twórczością pełną ciepłego liryzmu, dotąd raczej niespotykanego w literaturze polsko-łacińskiej, urzeka i fascynuje tak wytrawnych znawców, jak i zwykłych zjadaczy chleba. Kochanowski będzie pod tym względem jego kontynuatorem, ale już w polskiej mowie. Janicjańska poezja dla przeciętnie wykształconego czytelnika jest łatwo zrozumiała i nawet nosi – że powiem całkiem bez przesady – cechy prostoty Mickiewiczowskich wierszy z ksiąg „Pana Tadeusza”. Dlatego pałucki poeta w każdym czasie znajdował w kraju Sarmatów kogoś, kto chciał czytać jego wiersze, które tak często pisał z pośpiechem w ucieczce przed chorobami i śmiercią. Choć są one napełnione mnóstwem autobiograficznych odniesień czy reminiscencji, to w dużej mierze mają charakter uniwersalny i odbiorca może je z powodzeniem odnieść do swego świata. Tak myślę!

Rzeczą doprawdy godną najwyższego podziwu u chłopskiego wieszcza z Januszkowa jest wielka sprawność w posługiwaniu się klasycznym językiem Rzymian, jego słownictwem, gramatyką, miarą wierszową i całym kunsztem retorycznym. Przy pomocy tego języka, uformowanego w dwuwiersz elegijny, tzw. dystych elegijny, i w antyczne schematy wymowy, potrafił do polskiej literatury, uprawianej wówczas wyłącznie w mowie mieszkańców nad Tybrem, wprowadzić nie tylko poetyckie odmiany gatunkowe, dotąd w niej nieobecne, ale i wypełnić je – jak powiedziano – różnorodną treścią aktualną, zaczerpniętą tak z życia osobistego, jak i społecznego. W cyklach elegii przekaże wiele informacji o swojej poezji, wierze i przyjaźni, o społecznej wartości literatury i nauki, medycyny i filozofii. Będzie w nich rozprawiał o miłości ojczyzny i grożących jej niebezpieczeństwach, o przyrodzie ojczystej i włoskiej, o wielu innych polskich i europejskich sprawach. W epigramatycznych zbiorach krótkich biografii poprzez dzieje polskich królów i arcybiskupów gnieźnieńskich dał obraz historii niemalże całej Rzeczypospolitej. W dużo mniejszym stopniu dbał o treści służące wyłącznie literackiej zabawie, estetycznej rozrywce, erudycyjnym i retorycznym popisom. Mimo bowiem młodego wieku Janicki tworzył poezję poważną. Nie pisał martwą, sztuczną, pustą i bezideową literą, lecz uderzał słowem pulsującym realnym życiem, uchwyconym myślą i sercem poety ciężko chorego, ale wyposażonego w duże doświadczenie, wiedzę o świecie i w ogromną wrażliwość humanisty i trochę romantyka. Zgodzić trzeba się z opinią, że „jest w wierszach Janicjusza ten rodzaj szczególnego blasku, który wymyka się wszelkim definicjom i kanonom interpretacji – właściwość tylko prawdziwej poezji” (Kazimiera Żukowska).

Zbierając zasługi „ulubieńca Muz”, przypomnę raz jeszcze, że Janicki jako pierwszy w Polsce, a może nawet jedyny w nowożytnej Europie, naśladując starożytnych autorów z Owidiuszem na czele, stworzył zbiór rzewnych elegii, „Księgę smutków” (Tristium liber). W niej na kanwie różnych okoliczności i aktualnych wydarzeń w kraju nad Wisłą i poza jego granicami przekazał obrazy własnego losu i przeżyć, które swoim autentyzmem i lirycznym ujęciem jeszcze dzisiaj głęboko przejmują i wzruszają czytelnika, mimo że na ogół przemawiają do niego już tylko ubrane w polską szatę językową. Zaznacza się w nich i silny autobiografizm uwidoczniony najbardziej w elegii, „O sobie samym do potomności” (De se ipso ad posteritatem), i przywiązanie do wiary ojców, mocno przemawiające zwłaszcza w elegii modlitewnej do Matki Boskiej, i uczucie wdzięczności za wyświadczone mu dobro przez wielu życzliwych ludzi, co znajduje wyraz w elegii do przyjaciela Wargawskiego. Niektóre jednak z tych elegii, choć zawsze w mniejszym lub większym stopniu mające rysy egocentryczne, przekraczają niekiedy osobiste doznania i łączą się z losami bliskich osób, przyjaciół, znajomych, ojczyzny czy obcych państw i społeczności. Poeta wraz z całą Europą na przykład głęboko przeżywa zdobycie przez Turków Budy, użala się nad śmiercią rycerza, Hieronima Łaskiego, uczestnika walk i intryg z Turkami. Chociaż wiersze tego zbioru przesiąknięte są smutkiem, melancholią i zadumą nad losem, jaki jemu i całej ludzkości gotują choroby, nieprzyjaźnie i zawieruchy wojenne, to jednak w sumie, zwłaszcza jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę zbiór „Różnych elegii” (Variarum elegiarum liber), twórczość ta wyraża mimo wszystko optymizm życia i nadzieję na lepsze czasy. Nie rozpacz, nie bunt, nie lamentacja, lecz nadzieja, miłość (przyjaźń) i wiara zostaną przekazane potomności klasycznym językiem Rzymian i owidiańskimi schematami. Te ostatnie przede wszystkim spowodowały, że poeta znad Wisły i Warty był słusznie nazywany polskim czy sarmackim Owidiuszem. Jeśli jednak spojrzymy na duchowość i światopogląd poety, przyznamy, że w swoim życiu i poezji realizował model chrześcijański, a tylko w niewielkim stopniu antyczny czy – jak można powiedzieć za Erazmem z Rotterdamu – cyceroniański.

Następny zbiór, i to znów na polskim gruncie pierwszy, tworzy „Księga epigramów” – Epigrammatum liber. Poeta trzymając się stale renesansowej zasady naśladownictwa starożytnych, co było wówczas uznawane za warunek doskonałej poezji, bierze na swój warsztat poetycki rozmaite tematy. Nie brakuje mu pod tym względem inwencji. Znajdzie się w nich miejsce na refleksję religijną, filozoficzną i moralną, na pochwałę cnót i zasług, tak rodów jak i poszczególnych osób, na ukazanie obrazów przyjaźni i miłości, smutku i rozstania, na wtrącanie żartów i igraszek. Mając słabe zdrowie, pamiętał nie tylko o lekarzach, ale i o farmaceutach; znów jako pierwszy w polskiej poezji łacińskiej poświęcił wierszyk pewnej aptece. Wszystko to ujął w klasyczne ramy krótkiej kompozycji i odpowiedniej formy językowej, korzystającej umiarkowanie z bogatego dorobku starożytnej retoryki zawartej w epigramach Marcjalisa. Wykreowany przez niego świat wykazuje tutaj wiele stron jasnych i przyjaznych. Poeta chciał być piewcą jasności, bo urodził się – co sam podkreślał – w „dzień Słońca” (dies Solis) czyli w niedzielę i w samo południe, kiedy światła jest najwięcej. Tak w epigramach jak i w elegiach udało mu się to zrealizować – niestety – tylko w stopniu dość ograniczonym!

Janicki wreszcie, także jako pierwszy w Polsce, opracował literacko bardzo później poczytne zbiory krótkich biografii najpierw arcybiskupów gnieźnieńskich – Vitae archiepiscoporum Gnesnensium, a następnie królów polskich – Vitae regum Polonorum. Kościelnym i świeckim władcom dostarczył w formie epigramatycznej dziesiątki wzorców pozytywnych i negatywnych. Twórczość ta, zwłaszcza odnosząca się do królów, nie pozostawała bez echa i znalazła wielu kontynuatorów i naśladowców aż po śpiewy historyczne Juliana Ursyna Niemcewicza na początku XIX wieku. Potem zamilkła.

Wreszcie podkreślić trzeba i to, że ten młody człowiek, dziecko chłopskie, w państwie szlacheckim zabierał odważny głos w sprawach wielkiej polityki wewnętrznej i zewnętrznej. Poetycki talent – takie było przekonanie – uprawniał do udzielania rad i do krytykowania nie tylko pomniejszych ludzi, ale nawet samego króla. W „Skardze Rzeczpospolitej Królestwa Polskiego” – Querela rei publicae Regni Poloniae – i w satyrze „Do polskich arystokratów” – Ad Polonos proceres – ostro piętnował wewnętrzne niesnaski i warcholstwo, egoizm i prywatę, nieprzyjaźń i obłudę panoszące się wśród magnatów i szlachty. W innej satyrze, zatytułowanej „Dialog przeciw różnorodności i zmienności polskiego stroju” – In Polonici vestitus, varietatem et inconstantiam dialogus, pierwszym w literaturze polsko-łacińskiej dialogu z osobą nieżyjącą i błaznem Stańczykiem, pierwszy raz zaistniałym w literaturze, potępiał dziwaczność, różnorodność i cudzoziemszczyznę w stroju i umundurowaniu jako objaw zniewieściałości i odchodzenia od rodzimej tradycji. Był to objaw tym bardziej niepokojący, że dokonywał się w obliczu ekspansji tureckiej w Europie, przed czym poeta, jak żaden inny dotąd, mocno ostrzegał także w elegiach i epigramach. Szczytem jego epickiej twórczości jest „Epitalamium”, zawierajcie obraz nie tyle królewskich zaślubin, co zygmuntowskich czasów, realiów złotego wieku Rzeczypospolitej i własnych na nie poglądów.

Patrząc na powyższy dorobek poety spod Żnina, który duchową formację humanisty otrzymał w grodzie nad Wartą, gdzie narodził się jako poeta świadomy swego talentu, możemy powiedzieć z całym przekonaniem, że za piękną, wrażliwą, prawdziwą poezję, za głoszone w niej wartości całkowicie należy się mu trwały pomnik w sercach rodaków, może nawet trwalszy od mosiężnego posągu i wyższy – że użyję horacjańskich wyrażeń – od faraońskich piramid i niezniszczalny przez upływ czasu. Niechby ten pomnik przypominał wszystkim, jak wiele dobra, nawet w krótkim okresie życia, może stworzyć na swoim odcinku działania ktoś, kto gorliwie i wytrwale pracuje rozumem i sercem oraz cieszy się ludzką życzliwością! Bo pomniki i te kamienne, i te spiżowe, i te papierowe zadrukowane poezją płynącą z głębi wrażliwego serca, czytaną po szkołach i domach, po łacinie i po polsku, jeśli tylko zagoszczą w podobnych umysłach, będą zawsze świadczyć i uczyć o podstawowych zasadach naszej śródziemnomorskiej kultury opartej na prawdzie, dobru i pięknie. Brzmi to może patetycznie i jubileuszowo, ale Janicki te wartości uosabiał całym swoim życiem i swoją poezją, która powinna wrócić do polskich szkół. Tak też sądził nieoceniony badacz i tłumacz Janickiego Zygmunt Kubiak, który we wstępie do przekładu w usta Janickiego włożył taką oto modlitwę: „O Panie Boże, który dałeś mi urodzić się w Januszkowie, poznać Italię i Kraków, żyć w mojej ojczyźnie, a także w poematach Owidiusza, Wergiliusza i Homera, które trwają tak mocno, jak to jest możliwe w tym świecie! Czy wydobędziesz mnie z puchliny czy nie wydobędziesz, racz sprawić, Panie Boże, żebym wszędzie, i tu i tam, jak najwięcej rozumiał!”

prof. dr hab. Ignacy Lewandowski


 
Ta strona używa cookie. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki

Wydarzenia

  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia

Mecenat





  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

     

Znajdź w archiwum

Złota kolekcja

Aktorzy

  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy
  • Aktorzy