Panel jubileuszowy 10 lat VERBA SACRA

Email Drukuj PDF

alt 

 alt alt

 alt alt  alt

 29 listopada 2010 odbył się w Auli Lubrańskiego  Panel jubileuszowy – 10 lat VERBA SACRA z udziałem: prof. dr hab. Kazimierza Ilskiego – dyrektora Instytutu Historii UAM, prof. Wiesława Komasy z Akademii Teatralnej w Warszawie, o. prof. dr hab. Adama Sikory OFM z Wydziału Teologicznego UAM oraz prof. dr hab. Bogdana Walczaka z Instytutu Filologii Polskiej UAM. Władze rektorskie reprezentował Prorektor UAM prof. dr hab. Jacek Guliński. Obecni byli artyści – m.in. Halina Łabonarska, dziennikarze, komentatorzy i współpracownicy VERBA SACRA. Ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz z powodu nieobecności nadesłał swoją wypowiedź, która została odczytana podczas obrad /zamieszczamy ją poniżej/. Organizatorzy dołożą starań, aby wszystkie głosy zostały udostępnione w formie publikacji i na stronie verbasacra.pl. Panel był ostatnim wydarzeniem tegorocznego X Jubileuszowego Festiwalu Sztuki Słowa VERBA SACRA.

ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz TChr

 Bardzo żałuję, że nie mogę wziąć udziału w dzisiejszym spotkaniu z okazji jubileuszu Verba Sacra. Przełożony termin kolokwium habilitacyjnego w Warszawie sprawia, że pozbawiony zostaję zaszczytu i radości obcowania w gronie miłośników słowa.

Mam świadomość, że Verba Sacra odsłoniły potęgę, piękno, skuteczność słowa mówionego, stąd słowo pisane jest wtórne w tym spotkaniu. Mimo tego pozwalam sobie skreślić kilka słów wspomnień i osobistych refleksji.

Pierwsze z tych wspomnień sięga czasu, gdy odbywało się jedno z inicjalnych spotkań osób tworzących Verba Sacra. Miało to miejsce na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej, z udziałem m.in. p. prof. Bożeny Chrząstowskiej. Moją uwagę zwrócił jednak wówczas p. Przemysław Basiński, który tonem pozbawionym większych emocji, ale i tonem pozbawionym zwątpienia relacjonował projekt odczytywania tekstów sakralnych, głównie biblijnych w przestrzeni sakralnej, przede wszystkim w katedrze poznańskiej. W miarę rozwoju tej opowieści narastał we mnie sceptycyzm i zdziwienie. Dziwiło mnie to, co uznawałem za bezkrytycyzm Pomysłodawcy. Jak można – mówiłem sobie w duchu – być tak naiwnym, by wierzyć w sukces przedsięwzięcia, które trąci Teatrem Rapsodycznym i jego wiarą w potęgę słowa, ale… Ale ta wiara jest wyrażana w dobie popkultury, mediów, w dobie cywilizacji obrazkowej. Rozumiałem ideę chęci wydobycia żywego słowa, ale zastanawiała mnie kwestia ascezy oprawy. Żadnej scenografii, żadnej dramaturgii, żadnych gestów, niemal żadnej muzyki… Grzecznościowo przytakiwałem Pomysłodawcy, ale w głębi czułem już gorycz porażki.

Drugie wspomnienie przenosi mnie na Ostrów Tumski, w czasie pierwszych edycji Verba Sacra. Proszę wybaczyć, że w tym miejscu dam wyraz ciemnej stronie mojej duszy i mojej obsesji. Otóż od lat zmagam się z tym, że Ostrów Tumski, tu, gdzie wszystko się zaczęło, gdzie Polska i Kościół się zaczął, gdzie zaczęła się kultura polska, gdzie dumny napis na katedrze brzmi prima sedes episcoporum poloniae, tu właśnie – coś się kiedyś zaczęło i dawno się skończyło. Wyspa pozbawiona jakiejkolwiek atrakcji turystycznej, gastronomicznej, kulturalnej, wyspa w połowie przecięta jakimś swoistym Industriegebiet, jest dla mnie osobiście miejscem ponurym. Smutnym miejscem jest ta wyjątkowa katedra, wyjątkowa także dlatego, że w przeciwieństwie do katedr wrocławskiej, warszawskiej, wawelskiej – jest kościołem na peryferiach miasta.

Ten gorzki opis przywołuję dlatego, że wraz z Verba Sacra stał się cud. Katedra i Ostrów ożyły – wypełnione zostały samochodami ulice i uliczki Ostrowia. Katedra zapełniła się ludźmi, może jak w czasie obchodów Millenium czy nawiedzenia Matki Bożej Częstochowskiej. Ludzie siedzieli i stali w katedrze. I słuchali. Słuchali słowa Bożego. Słuchali brzemienia i treści. Słuchali melodii słowa i jego obrysu. Słuchali, jak to słowo przenika do cna, do głębi, do czasem bólu. Często do wzruszenia. Stali tak i słuchali, jak Izraelici po powrocie z wygania, gdy czytano im Księgę. Stali tak i słuchali słowa, które miało swój czas. Jednej godziny, drugiej, następnej… Warto było spojrzeć niejako z boku na to, co działo się ze słuchaczem słowa.

Kolejne wspomnienie dotyczy jednej z tych prezentacji, w których brałem udział. To było czytanie Dziejów Apostolskich przez nieznanych mi wówczas aktorów gdańskich - Haliny Winiarskiej i Jerzego Kiszkisa. Słyszałem ową narrację św. Łukasza, znaną mi bardzo dobrze, ale słuchałem jej nie jako narracji o przeszłości. W pewnym momencie stałem się uczestnikiem tamtych zdarzeń. A kiedy usłyszałem Piotra Apostoła, zdziwiło mnie tylko to, że nosi współczesny strój.

Ostatnia refleksja dotyczy próby odpowiedzi na pytanie – co pozostaje we mnie poza wspomnieniami?

Wspomnienia są ważne. One dotyczą nie tylko sfery estetycznej, ale i intelektualnej. Znakomity był bowiem pomysł, by słowo opatrywać komentarzem – filologicznym i teologicznym, by literatura i teologia spotkały się w słowie. Trudno o lepszy przykład perychorezy, wzajemnego przenikania się nauk.

Oprócz wspomnień pozostało pragnienie,  by czytać samemu inaczej to słowo. Jako ksiądz, jestem często lektorem słowa, zwłaszcza Ewangelii. Kiedyś zawsze to słowo podejmowałem z taką formą szacunku, która wzbraniała się je interpretować. Verba Sacra pomogły zrozumieć, że interpretacja nie narusza szacunku i pietyzmu, przeciwnie, czyni go bardziej autentycznym. Interpretacja nadaje kolejne wymiary słowu, które rzucone w przestrzeń staje się słowem żywym i skutecznym, zdolnym osądzić pragnienia i myśli serca…

W tym miejscu wypadało by złożyć adres pełen wdzięczności i gratulacji. Ale zamiast niego chciałoby się powiedzieć tylko jedno – niech to święto słowa trwa bez końca!

 

 

 

 

 
Ta strona używa cookie. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki

Wydarzenia

  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia
  • Wydarzenia

Mecenat