Zmarł Ksiądz Profesor Bogdan Częsz, wybitny polski teolog, specjalizujący się w problematyce Ojców Kościoła. Mamy jeszcze w pamięci jego znakomity komentarz do „Wyznań” św. Augustyna, wygłoszony podczas listopadowej prezentacji Verba Sacra w ubiegłym roku. Uroczystości pogrzebowe odbędą się w Poznaniu w poniedziałek 5 stycznia 2026 r. w Bazylice Archikatedralnej w Poznaniu:
Pogrzeb na cmentarzu komunalnym na Miłostowie o godz. 12.00 od strony ul. Gnieźnieńskiej.
Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie !
Niech Słowo, które stało się ciałem i zamieszkało między nami, będzie mocą dla każdego z nas. Błogosławionych Świąt Narodzenia Pańskiego i szczęśliwego Nowego Roku !
Była to prawdziwie królewska edycja Verba Sacra. Bo rocznica jest królewska i katedra jest królewska. Nasz komentator, profesor Stanisław Rosik nie krył wzruszenia i swoje wprowadzenie powiedział zamiast z kartki, od serca. Uroczysty charakter spotkania podkreślił swoją interpretacją tekstu mistrz słowa – Zbigniew Grochal, a oprawa muzyczna w wykonaniu Jacka Pupki /organy”/, kwintetu „Masterbrass” wokalistów, wprowadziła wszystkich obecnych, którzy wypełnili wnętrze katedry w piękny nastrój. Jego nadzwyczajnym zwieńczeniem było wykonanie „Bogurodzicy” w pełnej kilkunastozwrotkowej wersji, podczas którego wszyscy wstali z miejsc. W programie muzycznym szczególnie spodobała się kompozycja Jacka Pupki do „Pieśni o śmierci Bolesława Chrobrego”. Owacja na stojąco zakończyła królewską edycję Verba Sacra. Brawa również otrzymał pomysłodawca prezentacji Pan Bartosz Małolepszy Z-ca Dyrektora Poznańskiego Centrum Dziedzictwa. Tysięczną rocznicę koronacji Bolesława Chrobrego uczciliśmy godnie i radośnie ! Fotorelacja Zbigniewa Skibniewskiego: https://www.facebook.com/verbasacra/
W utrwalonej od późnego średniowiecza tradycji Bolesław I (ok. 967–1025), syn założyciela dynastii Piastów, Mieszka I, nosi przydomek Chrobrego, a zatem dzielnego, walecznego. Jednakże w najstarszej w Polsce, powstałej w drugiej dekadzie XII w. kronice Anonima zwanego Gallem jego tytuł brzmi godniej: Wielki. Kronikarz ów wykreował obraz złotego wieku „Bolesława Wielkiego”, w którym sięgnął on królewskiej korony z rąk cesarza Ottona III, a panowaniem ogarnął ogrom ziem i ludów między Bałtykiem na północy a Dunajem na południu, znacząc na zachodzie swe granice w ziemi Sasów, a na wschodzie stołecznym dla Rusi Kijowie.
Legenda ta przynosi wzorzec monarchy atrakcyjny dla kolejnych pokoleń i to nie tylko ze względu na potęgę i waleczność. U progu XXI w., w dobie poszerzania Unii Europejskiej o kraje środkowej Europy przypomniano współpracę Bolesława z Ottonem III w realizacji planów odnowienia cesarstwa rzymskiego, a zwłaszcza słynny zjazd gnieźnieński w roku 1000. Te odległe wydarzenia odczytano jako promowanie idei i wartości wciąż aktualnych z perspektywy integracji społeczeństw europejskich. Złota aura pamięci o tej epoce nie powinna jednak przyćmić faktu, iż jej dzieje nader często pisano ogniem, krwią i żelazem.
Bolesław objął rządy po śmierci ojca w 992 r. nad całym jego dziedzictwem „z lisią chytrością” – tak rzekł współczesny mu kronikarz Thietmar z Merseburga, a miał na myśli wypędzenie przez Chrobrego jego przyrodnich braci i ich matki Ody, saskiej margrabianki. Wygnańcy znaleźli schronienie w Niemczech, a do interwencji na rzecz ich powrotu nie doszło. Bolesław najpóźniej po trzech latach sprzymierzył się z panującym tam niespełna piętnastoletnim królem Ottonem III, który w 996 r. założył koronę cesarską. Bolesław stał się jego kluczowym współpracownikiem realizacji koncepcji nowego ładu w kręgu chrześcijańskich monarchii skupionych wokół Rzymu.
Kapitalnie obrazuje go miniatura z ewangeliarza Ottona III, przedstawiająca alegorycznie w postaci ukoronowanych niewiast królestwa uznające jego cesarską zwierzchność. Są to znane od starożytności Roma (względnie Italia), Gallia oraz Germania, a ponadto novum z czasów owego odnowienia cesarstwa – Sclavinia, a zatem Słowiańszczyzna obejmująca kraje środkowej Europy. Politycznym liderem Sclavinii stał się Bolesław Chrobry. Ważną postacią w tym kręgu współpracowników cesarstwa stał się również panujący od 997 r. na Węgrzech Stefan I Święty. Polityczne więzi miały w tym wypadku zakorzenienie we wspólnocie wiary chrześcijańskiej. Wspomniani władcy dbali o jej szerzenie we własnych krajach, a nieraz i na zewnątrz, u ludów pogańskich.
I tak Bolesław Chrobry na początku roku 997 przyjął zaufanego Ottona III, biskupa Pragi, św. Wojciecha Sławnikowica, który jako wygnaniec z własnej ojczyzny zdecydował się udać się z misją ewangelizacyjną do Prusów. Gdy w kwietniu tegoż misjonarz zginął z rąk pogan, Bolesław odkupił jego ciało. Nawet jeśli wiadomość Galla, iż zapłacił za nie złotem o równej wadze, nie jest jedynie godną legendy amplifikacją, to i tak nie przepłacił. Wojciech już w 999 r. ogłoszony został świętym, wzorem apostoła i męczennika, a przy jego grobie w Gnieźnie ufundowana została siedziba założonej tam w roku 1000 metropolii dla Polski.
Stało się to podczas pielgrzymki milenijnej Ottona III, który wyruszył z Rzymu, by przez Gniezno dotrzeć do Akwizgranu, do grobu Karola Wielkiego. Spotkanie cesarza i Bolesława w jej trakcie od XIX w. nosi doniosłe miano zjazdu gnieźnieńskiego. Na czele założonej wówczas metropolii stanął przyrodni brat św. Wojciecha Radzim (Gaudenty), a podlegały jej biskupstwa wrocławskie, krakowskie i kołobrzeskie. Odrębny status zachowało biskupstwo poznańskie wydzielone wówczas dla Ungera, dotychczas jedynego biskupa w Polsce.
Podczas pamiętnego spotkania Bolesław miał też otrzymać – tak powiadamia Gall Anonim – z rąk cesarskich szczególne insygnium władzy królewskiej, włócznię św. Maurycego, ale nie tę, którą szczycił się Otton jako władca, ale kolejną, specjalnie wykonaną dla Piasta z udziałem części relikwii wziętych z tego oryginału. Otton miał też nałożyć na głowę Bolesława diadem na znak wyniesienia ponad innych książąt. Szczegóły tej kronikarskiej relacji budzą wprawdzie sporo dyskusji historyków, z których można jednak wysnuć ogólne przekonanie, iż potwierdzony został wysoki, de facto królewski, status władzy polskiego monarchy.
W styczniu1002 r. zmarł niespodziewanie Otton III. Z nowym władcą, Henrykiem II, Bolesław starał się ułożyć dobre stosunki, co na chwilę się udało latem tego roku na zjeździe w Merseburgu. Niestety, już gdy Bolesław opuszczał to spotkanie został napadnięty i ledwie uszedł z życiem, tracąc wielu swoich ludzi. Tak rozpoczęła się pierwsza z trzech jego wojen z Henrykiem II (1002–1005). W jej trakcie Bolesław też interweniował w Czechach w spór dynastyczny, a ostatecznie nawet sam skorzystał z tej sytuacji i krótkotrwale, w latach 1003-1004, zasiadł na tronie w Pradze.
Drugą z wspomnianych wojen – z lat 1007–1013 – zakończyło kolejne spotkanie władców w Merseburgu. Bolesław złożył wówczas hołd przed Henrykiem, który właśnie szykował się do wyprawy po koronę cesarską do Rzymu. W zamian Bolesław otrzymał jakieś „beneficjum”, a także dostąpił zaszczytu niesienia miecza przed Henrykiem II w procesji do kościoła. Symbolika ceremoniału wskazuje na jego drugie po rządcy cesarstwa miejsce w porządku ówczesnego świata. Posiłki niemieckie wsparły też podjętą w tymże roku przez Chrobrego wyprawę na Ruś. Nie zakończyła się ona powodzeniem. Co więcej, polski władca nie udzielił następnie wsparcia podjętej w 1014 r. wyprawie Henryka II do Italii, co stało się zarzewiem trzeciej odsłony zbrojnego konfliktu między obu władcami (1015-1018). Militarnie rozstrzygnął się on latem 1017 r., gdy wyprawa Henryka II wspierana przez siły czeskie i pogańskich Luciców nie zdołała sforsować linii Odry, a następnie zdobyć Niemczy.
Pokój został zawarty pod koniec stycznia 1018 r. przez posłów w Budziszynie znajdującym się w rękach Bolesława. Tym samym polski władca zamanifestował swą pozycję polityczną, nie przyjmując wezwania cesarza do stawienia się na jego dworze i ukorzenia się tam za zarzucane mu wiarołomstwo. W tym też roku Chrobry podjął kolejną interwencję na Rusi, wspierając w walce o tron kijowski swego zięcia Światopełka. Po zdobyciu Kijowa Bolesław nawiązał też kontakty z cesarstwem bizantyńskim, oferując dobrosąsiedzkie stosunki, a na wypadek ich odmowy… orężne rozwiązania.
Korona i towarzyszące jej namaszczenie na krótko przed śmiercią w 1025 r. wieńczy całość rządów Bolesława. Nietrwałość jego najrozleglejszych zdobyczy może budzić pewne wątpliwości odnośnie do dalekowzroczności jego polityki. Zasięg jego akcji politycznych i militarnych stanowił jednakże w pierwszym rzędzie manifestację potęgi, siły władzy, a poszerzanie granic własnej monarchii szło z tym w parze, ale na mniejszą skalę. Gallowa legenda złotego wieku najpewniej odnosi się do tej pierwszej sfery, obrazując skalę możliwości Bolesława Wielkiego w zakresie mocarstwowej polityki, udokumentowanych również wywyższeniem go przez samą władzę cesarską w osobie Ottona III.
Ojciec Bolesława, Mieszko I, wprowadził monarchię Piastów do wspólnoty chrześcijańskiej, a on sam, sięgając po królewską koronę, stworzył trwały, ideowy fundament pod obecność Polski w rzędzie europejskich królestw na kolejne stulecia. W perspektywie tak rozwijanej tradycji Bolesław Chrobry czy Wielki rysuje się więc jako jeden z głównych filarów środkowoeuropejskiego ładu ustalanego przed tysiącem lat, ale w znaczącym stopniu kontynuowanego do dziś i to nie tylko w wymiarze państwowym, lecz także świata wartości i symboli spajających kontynentalną wspólnotę.
prof. dr hab. Stanisław Rosik
Instytut Historyczny Uniwersytetu Wrocławskiego
(maj 2025)
W Niedzielę Miłosierdzia Bożego w katedrze poznańskiej miała miejsce niezwykła medytacja. A to za sprawą wybitnej aktorki Haliny Łabonarskiej, która mówiła fragmenty „Dzienniczka„ świętej siostry Faustyny. Było to coś więcej niż perfekcyjne, mistrzowskie wykonanie. Łabonarska wydobyła głębię przeżyć Faustyny w sposób całkowity, maksymalny. „To jest całkowite oczyszczenie” – tak powiedziała o swoim zaangażowaniu. I tak tę interpretację odebrali licznie zgromadzeni uczestnicy, słuchając w skupieniu, a potem dziękując aktorce owacją na stojąco za tę piękną, duchową ucztę słowa. Zasłużone brawa otrzymał również Chór Akademii Medycznej w Poznaniu pod dyrekcją prof. Przemysława Pałki, który znakomicie dobrał repertuar muzyczny, złożony z utworów pasyjnych. Fotorelacja Zbigniewa Skibniewskiego: https://www.facebook.com/verbasacra/ Wydarzenie dofinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania #poznanwspiera oraz Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu.
„Musica Caeli – Dominikańskie Warsztaty Muzyki Sakralnej”
Z radością zapraszamy wszystkich – mniej i bardziej śpiewających – na Musica Caeli – Dominikańskie Warsztaty Muzyki Sakralnej, które odbędą się w dniach 4-6 kwietnia 2025. To wyjątkowe wydarzenie, które łączy pasję do muzyki oraz Liturgii, skierowane jest do osób pragnących zagłębić się w świat muzyki sakralnej. Uczestnicy będą mieli okazje do nauki śpiewu pod okiem wybitnych specjalistów: Urszuli Rogali, Anny Grześkowiak i Rafała Maciejewskiego. Artyści ci, dzięki swojemu doświadczeniu i pasji, wprowadzą uczestników w tajniki muzyki sakralnej, pomagając rozwijać umiejętności wokalne. Dodatkowo, uczestnicy będą mieli okazję do pogłębienia swojej duchowości i zrozumienia znaczenia muzyki w Liturgii, dzięki konferencjom Tomasza Grabowskiego OP, który poprowadzi formację liturgiczną. Warsztaty stanowią doskonałą okazję do rozwoju nie tylko umiejętności wokalnych, ale także do refleksji nad rolą muzyki w życiu wspólnoty.
Warsztaty odbędą się w Klasztorze Dominikanów na ul. Kościuszki 99 w Poznaniu oraz w Poznańskiej Szkole Muzycznej przy ul. Solnej 12. W ramach warsztatów poświęcimy łącznie około 10h na naukę śpiewu, oraz około 3h na wysłuchanie konferencji o tematyce liturgicznej. Punktem kulminacyjnym warsztatów będzie śpiew na uroczyście sprawowanej niedzielnej Eucharystii (6 kwietnia) o godzinie 13:00 w kościele Dominikanów. Ze względu na ograniczoną ilość miejsc oraz duże zainteresowanie zachęcamy do zapisu już dzisiaj. Więcej informacji oraz formularz zgłoszeniowy można znaleźć na stronie http://www.musica-caeli.pl
/materiał organizatora/
W niedzielę 27 października odbyła się w Bazylice Archikatedralnej w Poznaniu czwarta tegoroczna premiera Verba Sacra. Mocno zabrzmiały słowa ks. Piotra Skargi, nie tylko z powodu ich aktualności, ale również dzięki znakomitej interpretacji Dariusza Bereskiego. Wszystkie trzy kazania, odczytane tego popołudnia, zgromadzona w poznańskiej katedrze publiczność przyjmowała oklaskami. Podobnie, jak i program muzyczny, przygotowany interesująco i pięknie wykonany przez Chór kameralny Musica Viva Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu pod dyrekcją Marka Gandeckiego. Nic więc dziwnego, że całość zakończyła się owacją na stojąco. Fotorelacja Zbigniewa Skibniewskiego – https://www.facebook.com/verbasacra/
Wydarzenie sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania #poznanwspiera i Samorządu Województwa Wielkopolskiego.


W niedzielę 29 września odbyła się w Bazylice Archikatedralnej w Poznaniu trzecia tegoroczna premiera Verba Sacra. Piękne strofy Księgi Koheleta i Pieśni nad Pieśniami zabrzmiały przejmująco w niezwykłej interpretacji Wiesława Komasy. Nastrój medytacji udzielał się wszystkim dzięki oprawie muzycznej w wykonaniu Zespołu Muzyki Dawnej Anonymous pod kierunkiem Zbigniewa Kaczmarka. Licznie zgromadzona w poznańskiej katedrze publiczność nagrodziła artystów owacją na stojąco. Fotorelacja: https://www.facebook.com/verbasacra/. Wydarzenie sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania #poznanwspiera i Samorządu Województwa Wielkopolskiego.



Księga Mądrości w mistrzowskim stylu powróciła do katedry po 25 latach od prapremiery w lutym 2000 roku. Halina Łabonarska, tak jak wtedy, pokazała, że ekspresja aktorska potrafi wydobyć duchową głębie z tekstu biblijnego, kiedy przekracza wymiar artystyczny i staje się żarliwą modlitwą. Pięknie w strofy Księgi Mądrości wpisał się program muzyczny, przygotowany przez Sołacki Chór Kameralny pod dyrekcją Marianny Lewickiej. Prezentację zakończyła owacja na stojąco licznie zgromadzonych słuchaczy. Fotorelacja Zbigniewa Skibniewskiego – https://www.facebook.com/verbasacra/. Wydarzenie sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania. #poznanwspiera


Urodzony w 1793, zmarły 1876. Jako szesnastolatek, w 1809 roku zaciągnął się do wojska Księstwa Warszawskiego, wziął udział w wyprawie napoleona na Moskwę, przeżył udręką odwrotu i klęski, powtórnie związał się z wojskiem napoleońskim, do domu wrócił po 1815 roku, zajął się gospodarowaniem – czynił to bardzo umiejętnie – i pisaniem. Doświadczenia żołnierskie były dla niego bardzo ważne. Dał im wyraz w pisanych w latach 40. Wspomnieniach zatytułowanych „Trzy po trzy”; zgodnie z jego ostatnią wolą na grobie miał znaleźć się krótki, wręcz ascetyczny napis: Aleksander Fredro. Żołnierz i poeta. Od lat 40. datuje się zaangażowanie pisarza w sprawy publiczne – podaję tylko przykładowo, że w 1846 roku był współzałożycielem Galicyjskiego Towarzystwa Gospodarskiego, w rewolucyjnym roku 1848 był członkiem lwowskiej rady Narodowej, od roku 1861 pełnił godność posła do galicyjskiego sejmu krajowego, czynił też starania o budowę pierwszej na tych terenach linii kolejowej. Zmarł we Lwowie, mieście, z którym czuł się bardzo związany; na scenie lwowskiego teatru odbywały się prapremiery jego najznakomitszych sztuk.
Jakim był człowiekiem? Na pewno bardzo skomplikowanym. Miał wielki talent pisarski, a przy tym, co nieczęste, znakomicie gospodarował w swoim majątku. Pisał o nim Stanisław Pigoń, znawca i edytor dzieł dramatopisarza: „ Nie jest on jednowymiarowy, monolityczny, raczej wieloraki i wewnątrz sproblematyzowany. Jak niejeden z jego światowej paranteli kryje on w sobie rozdarcie i biegunowość: komediopisarz na ostrej zaprawie mizantropii , przedziwny amalgamat wesołości ze smutkiem, optymizmu z pesymizmem.” Sam zaś dramatopisarz taką oto sentencję zamieścił w jednym z listów do brata: „Piszmy komedyje, grajmy tragedyje na tym świecie.” Piszmy komedyje – nie porzucił tej myśli także w czasie bardzo trudnym, bezpośrednio po klęsce i represjach po przegranym powstaniu listopadowym. Niektórzy współcześni, a i późniejsi krytycy mieli mu to za złe. Piszmy komedyje , to zawołanie uzyskuje dobitny i przejmujący auto komentarz w liście poety ze stycznia 1832 roku do jednego z przyjaciół:
„Autorstwo moje diabli wzięli, nie podlece już nad ziemię w ołowianych butach, jakie los nam wszystkim sprawił. Mam dobrą żonę, mam małego bębna, mam książki, domek spokojny – słowem, byłbym szczęśliwy, gdybym nie był Polakiem. Jak chętnie podpisałbym się dzisiaj: Gin-Li-Kia-Bo-Bu, mandaryn chiński, kiedy pisać musze: Biedny sierota – eks-poeta(…).”
Mimo „ołowianych butów” – pisał komedyje – właśnie wtedy powstały Śluby panieńskie, Zemsta, Dożywocie, których fragmenty za parę chwil zostaną zaprezentowane przez artystów. Tworzył je już jako doświadczony autor. Do twórczości komediowej powrócił w latach 50., po kilkunastoletniej przerwie, ale tych dzieł nie drukował i nie wystawiał na scenie – to m.in. Wielki człowiek do małych interesów, Rewolwer, Wychowanka. Ich tonacja jest ciemniejsza, w świecie przedstawianym w tych dziełach pojawiają się poważne rysy i niedające się ukryć pęknięcia, mówiące wiele o naturze społecznej czy moralnej. Znamy i wymieniamy najczęściej kilka tytułów, warto więc przypomnieć, że Fredro stworzył 40 komedii.
Tadeusz Boy Żeleński utrzymywał, ze Fredro, którego wyjątkowy talent pisarski niezwykle wysoko cenił i uważał komediopisarza za twórcę genialnego, w pełni „żyje” dopiero na scenie, w kreacjach aktorskich. Istotnie, od samego początku i znacznie, znacznie później w komediach Fredry występowali wybitni aktorzy, poeta zresztą przyjaźnił się z niektórymi z nich, był stałym gościem nie tylko w najbliższym mu, lwowskim teatrze ( warto dodać, ze podczas pobytów w Paryżu z upodobaniem brał udział w tamtejszym życiu teatralnym).
W zapiskach dotyczących wojskowej młodości , w Trzy po trzy wyznał, że nie miał pojęcia, co to średniówka. To wyznanie, mniejsza – prawdziwe czy zmyślone – pod piórem autora tak znakomicie zrytmizowanych wierszy kieruje uwagę w stronę wiersza Fredry właśnie. Pisanie dialogu wierszem – tak utrzymywali niezależnie od siebie inni ówcześni krytycy i teoretycy dramatu – daje efekt naturalności tegoż dialogu. Zakrawa to na paradoks, ale zważmy, że właśnie mówienie wierszem wydobywa takie modulacje, akcenty i odcienie mowy, jakich próżno może szukać w zwykłym, czyli prozatorskim mówieniu. Bodaj Tadeuszowi Łomnickiemu przypisuje się uwagę, że po małej scenie nie da się chodzić ośmiozgłoskowcem. Wiersz to przecież także rytm – rytm mowy, ale też zgodnego z nią ruchu i gestu. Fredro także w tym wymiarze znakomicie rozumiał scenę, rozumiał też aktorów i – trzeba to powiedzieć – miał do nich wiele szczęścia.
Czytając czy oglądając dzisiaj na scenie komedie Fredry myślimy o jakiejś Polsce mitycznej, zawieszonej w przeszłości życia domowego dworów i dworków, wypełnionej postaciami , które stylem życia należą do nostalgicznego „kiedyś”. A przecież Fredro pisał komedie współczesne- takimi są Śluby panieńskie, Dożywocie, czy Wielki człowiek do małych interesów. Nawet akcja Zemsty, którą skłonni jesteśmy umieszczać w jakiejś wiecznej strefie szlacheckiego życia, mogła wyrosnąć z zapamiętanych z lat wczesnej młodości typów „ostatnich’, których Fredro uwiecznił w gawędowym ‘Trzy po trzy”. Obcując z dziełem komediopisarza, obcujemy więc z rzeczywistością społeczną, kulturową, obyczajową jego czasu. Dostajemy w ten sposób wiele informacji na temat domowych relacji pokoleniowych, małżeńskich, możemy się przekonać o rosnącej roli pieniądza, odznaczającej się w sposób charakterystyczny dla tamtego czasu, a przez dramatopisarza nieakceptowany , za sprawą giełdy, hazardu, lichwy. Można wprawdzie uznać, że potrzeby poznawcze w tym zakresie zaspokajają prace historyków. Tyle tylko, że literatura, a w naszym przypadku i literatura i teatr razem wzięte, oferują coś jeszcze. To doświadczenie pełnej iluzji obecności , teraz i tutaj, przedstawianego świata. Może więc komedie Fredry, jak każde dzieło sztuki o wysokiej wartości, są współczesne – każdemu, kto je czyta lub widzi na scenie?
Zamykam ten wątek, musiałby on zaprowadzić albo do filozoficzno-estetycznych rozważań o sztuce, albo do banalnego w gruncie rzeczy spostrzeżenia o „wiecznie żywym” komediopisarzu.
Za chwilę usłyszą państwo wybrane fragmenty trzech komedii, w takiej właśnie kolejności: to Śluby panieńskie, Dożywocie i Zemsta. W każdym z nich – tych fragmentów – osnową jest pisanie, lub składanie podpisu, czynność naturalna w świecie społecznych, rodzinnych, miłosnych relacji, lecz za każdym razem inna. W Ślubach panieńskich , opartych na koncepcie odwrotu od złożonej przez dwie dziewczyny przysięgi odmowy miłości i małżeństwa dyktowany jest list, przeznaczony dla rzekomej ukochanej . Odkrywa on prawdziwe uczucia Anieli i Gustawa, a – pośrednio- także Klary i Albina. Fabułę komedii wieńczy pogodna aura zgody i obietnica dwóch małżeństw. Tak sugestywna, że nie pytamy o szansę jej utrzymania na całe życie.
Dożywocie przedstawia dość zawikłaną sytuację rodzinną i finansowa, która – tego nie usłyszymy w prezentowanym fragmencie – również kończy się szczęśliwym dla zakochanej młodej pary finałem. Tu jednak akcja rozgrywa się w mieście, a jej głównym bohaterem wydaje się być pieniądz. To za umorzenie długu Orgon chce oddać córkę człowiekowi interesu, Łatce, do czego ostatecznie nie dochodzi. Ojciec czyni to jednak z ciężkim sercem: „świecie, ty krętoszu stary”, wybucha w pewnym momencie żalem na los i odrazą do świata, rządzonego przez pieniądz. A pieniądz – zgodnie z jego naturą – krąży i tę cyrkulację znajdujemy w scenie ( nieuczciwej, wartość dożywocia jest zagrożona) sprzedaży tegoż dożywocie przez Łatkę Twardoszowi. Tutaj robi się i podpisuje interesy, a nie pisze miłosne listy.
I wreszcie Zemsta, której fabuły z pewnością nie potrzeba objaśniać. Z kapitalną sceną pisania listu; w tym wypadku, inaczej niż w Ślubach…., to nadawca jest zmyślony – Cześnik wszak dyktuje list jakoby w imieniu Klary. Tyle że ten list chybia celu, wobec niemożności nadana mu właściwego kształtu i ostatecznie zostaje zastąpiony posłańcem.
Trudno oprzeć się wrażeniu, ze nad światami stworzonymi przed Fredrę panuje pogoda – trudności są chwilowe, przeszkody można przezwyciężyć dzięki roztropności i dobru, jakie jest w człowieku. Po zamętach świat wraca na swoje miejsce. Czy jednak na pewno? Wysoce zastanawiająca jest uwaga jednej z postaci wczesnej komedii autora, Gwałtu, co się dzieje, prostego żołnierza, który na optymizm swojego dowódcy, że wszystko powróci do poprzedniego, właściwego stanu odpowiada tak: „ Co raz się zmieniło, trudno, żeby znowu było tym, czym było. Wykop dół, a potem zasyp go tąż samą ziemią, to zawsze braknie albo zbędzie.”